Krzysztof Kubów - człowiek Morawieckiego. Czy przejmie prawicę Zagłębia Miedziowego?
LUBIN. W politycznej historii Lubina trudno znaleźć wiele karier, które w tak krótkim czasie przeszły drogę od lokalnych struktur do samego centrum krajowej władzy. Krzysztof Kubów jest jednym z takich przypadków. Zaczynał w Lubinie, związał się z Prawem i Sprawiedliwością, został parlamentarzystą, a później trafił do najbliższego otoczenia Mateusza Morawieckiego. Przez lata był jednym z ludzi byłego premiera, uczestnicząc w polityce prowadzonej już nie tylko z poziomu regionu, ale przede wszystkim Warszawy.
Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. Morawiecki buduje własne środowisko polityczne. Powstał projekt Rozwój Plus, a w 2026 roku jego zaplecze parlamentarne przekształciło się w osobny klub. Kubów znalazł się wśród jego członków. I właśnie dlatego jego sytuacja jest dziś znacznie ciekawsza niż jeszcze kilka miesięcy temu. Bo pytanie nie brzmi już: czy Krzysztof Kubów pozostanie ważnym politykiem prawicy w Lubinie? Pytanie brzmi: czy właśnie teraz stanie się jednym z najważniejszych ludzi nowego układu politycznego na Dolnym Śląsku?
Z Lubina do najbliższego otoczenia premiera
Kubów swoją karierę budował w środowisku Prawa i Sprawiedliwości. Z czasem jego pozycja rosła, aż w 2019 roku został szefem Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego. To był moment, w którym jego polityczna kariera przestała być wyłącznie lokalna.
Kubów znalazł się bardzo blisko człowieka, który wówczas stał na czele rządu. To oznaczało dostęp do centrum decyzyjnego, znajomość mechanizmów funkcjonowania państwa i kontakty, których większość samorządowców czy lokalnych polityków nigdy nie ma okazji zbudować. W Lubinie jego nazwisko zaczęło być kojarzone nie tylko z PiS. Stał się człowiekiem Morawieckiego. I to określenie przez lata było jednocześnie jego ogromnym atutem i politycznym znakiem rozpoznawczym.
Wielka polityka zmieniła jego pozycję
Kubów, podobnie jak Piotr Borys, poznał wielką politykę. Obaj wyszli z Lubina. Obaj trafili do Warszawy. Obaj znaleźli się blisko centrum krajowej władzy. Ale ich polityczne drogi były zupełnie inne. Borys budował pozycję w Platformie, samorządzie województwa, Parlamencie Europejskim, Sejmie i rządzie. Kubów swoją najmocniejszą pozycję zbudował dzięki bliskiej współpracy z Morawieckim i funkcjonowaniu w środowisku PiS. Obaj jednak mają dziś podobny problem. Wielka polityka daje im ogromny kapitał, ale niekoniecznie przekłada się automatycznie na władzę w Lubinie. Bo Lubin ma swojego gospodarza.
Raczyński pozostaje punktem odniesienia
Robert Raczyński przez lata stworzył w Lubinie system, którego nie udało się przełamać żadnemu z dużych partyjnych ugrupowań. W 2024 roku wygrał wybory prezydenckie już w pierwszej turze, zdobywając ponad 60 proc. głosów. Jego komitet zdobył natomiast 12 z 23 mandatów w Radzie Miejskiej. To pokazuje skalę lokalnej przewagi. PiS miał swojego kandydata. KO miała swojego kandydata. A mimo to Raczyński pozostał politycznym centrum miasta. Dla Kubowa oznacza to, że sama przynależność do silnego ogólnopolskiego środowiska nie wystarczy. Jeżeli prawica chce kiedyś realnie zagrozić obozowi Raczyńskiego, potrzebuje czegoś więcej niż partyjnego szyldu. Potrzebuje lokalnego zaplecza. I właśnie tutaj Kubów ma przewagę, której wcześniej nie mieli inni politycy próbujący budować prawicową alternatywę.
Kubów nie musi budować obozu. On już go ma. To najważniejszy element jego obecnej sytuacji. Przez lata działalności w PiS zbudował własne relacje i własne zaplecze. Jeżeli obecny konflikt pomiędzy środowiskiem Morawieckiego a kierownictwem PiS doprowadzi do trwałego podziału, Kubów może nie tylko przejść do nowego projektu. Może zabrać ze sobą znaczną część lokalnego środowiska. I właśnie dlatego Lubin może być dla Rozwoju Plus szczególnie ważnym miejscem. Nie dlatego, że nowy projekt musi tutaj dopiero szukać ludzi. Wręcz przeciwnie. Może wejść w istniejącą strukturę. Z działaczami. Z samorządowcami. Z ludźmi mającymi doświadczenie wyborcze. Z lokalnymi kontaktami. Z osobami, które przez lata działały w PiS. To ogromna różnica w porównaniu z tworzeniem nowego ugrupowania od podstaw.
Prawie cały lubiński PiS może pójść za Kubowem
Jeżeli rzeczywiście zdecydowana większość lokalnego środowiska PiS opowie się po stronie Kubowa i Morawieckiego, skutki dla lokalnej prawicy mogą być bardzo poważne. Bo wtedy Rozwój Plus nie będzie w Lubinie projektem kilku osób. Będzie miał gotową bazę polityczną. I to właśnie może być największym kapitałem Kubowa. Nie chodzi o to, ilu nowych ludzi uda mu się pozyskać. Chodzi o to, ilu ludzi, którzy już dziś są częścią lokalnej prawicy, zdecyduje się przejść razem z nim. To zasadnicza różnica. Kaczyński może stracić część struktur. Morawiecki może zyskać gotowe zaplecze. A Kubów może znaleźć się pomiędzy tymi dwoma światami jako człowiek, który zna lokalne środowisko najlepiej.
Rozwój Plus - nowy polityczny dom?
Powstanie Rozwoju Plus może więc być dla Kubowa czymś więcej niż zmianą szyldu. Może być początkiem nowego etapu kariery. Przez lata jego polityczna tożsamość była bardzo prosta: PiS i Morawiecki. Teraz sytuacja zaczyna się komplikować. Morawiecki pozostaje jego politycznym patronem, ale jednocześnie buduje własną przestrzeń. Jeżeli Rozwój Plus będzie się rozwijał, Kubów może stać się jednym z jego najważniejszych ludzi w regionie. Nie musi być liderem całego projektu. Nie musi być jego twarzą. Może być kimś równie ważnym - człowiekiem odpowiedzialnym za zbudowanie jego siły na Dolnym Śląsku i w Zagłębiu Miedziowym.
Największa przewaga Kubowa - nie musi być wszędzie sam. To właśnie odróżnia go od wielu polityków. Kubów ma doświadczenie zdobyte w Warszawie. Ma kontakty. Ma znajomość struktur. Ma polityczne doświadczenie. Ale przede wszystkim ma ludzi, z którymi przez lata pracował. Dlatego jego przyszłość nie musi oznaczać osobistego startu w każdych wyborach. Może działać inaczej. Może budować kandydatów. Może wspierać samorządowców. Może pomagać ludziom związanym z jego środowiskiem zdobywać mandaty. Może tworzyć lokalną strukturę Rozwoju Plus. A później - jeżeli projekt okaże się skuteczny - decydować, kto wystartuje w najważniejszych wyborach. To zupełnie inny poziom politycznej gry.
Czy Kubów może zaatakować pozycję Raczyńskiego?
Oczywiście. Ale nie musi robić tego już teraz. Wybory 2024 pokazały, że bezpośrednia walka z Raczyńskim jest niezwykle trudna. Raczyński zdobył ponad 60 proc. głosów. Piotr Borys niespełna 29 proc. Kandydat PiS Michał Kielan około 10 proc. To pokazuje, że prawica musi najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, jak stworzyć realną alternatywę dla obecnego prezydenta. Kubów może być jednym z ludzi, którzy spróbują to zrobić. Ale bardziej prawdopodobnym pierwszym krokiem byłoby zbudowanie silnego środowiska, a dopiero później podjęcie decyzji, kto ma wystąpić przeciwko Raczyńskiemu. I nie jest powiedziane, że musi to być sam Kubów.
W tym miejscu Kubów zaczyna przypominać Kropiwnickiego
To bardzo ciekawy kontrast. Robert Kropiwnicki nie musi być prezydentem Legnicy, żeby mieć ogromny wpływ na Legnicę. Ma swoich ludzi. Macieja Kupaja. Jarosława Rabczenkę. Aleksandrę Krzeszewską. Każdy z nich działa na innym poziomie. Razem tworzą jednak system, którego siła jest większa niż pojedynczy mandat poselski Kropiwnickiego. Kubów może spróbować zrobić coś podobnego w Lubinie. Nie musi sam być kandydatem. Może być człowiekiem, który ma wpływ na to, kto będzie kandydatem. To szczególnie istotne w perspektywie 2029 roku. Jeżeli przez trzy lata będzie budował ludzi, a nie tylko własną kampanię, może stworzyć środowisko zdolne do realnej walki o samorząd.
Lubin potrzebuje jednak czegoś więcej niż starego PiS
I to będzie największe wyzwanie. Jeżeli Rozwój Plus ma być tylko nową nazwą dla części dawnego PiS, może mieć ograniczony potencjał. Jeżeli natomiast Kubów wykorzysta istniejące zaplecze i jednocześnie otworzy się na nowe środowiska, sytuacja będzie zupełnie inna. Nowi samorządowcy. Ludzie młodszego pokolenia. Osoby niezwiązane wcześniej mocno z partyjną polityką. Lokalni przedsiębiorcy. Aktywiści. Ludzie mocno obecni w social mediach. To właśnie oni mogą w przyszłości poszerzyć elektorat poza tradycyjny elektorat PiS.
Kubów kontra Borys - dwóch polityków z jednego miasta
Nieprzypadkowo w tym cyklu te dwa nazwiska pojawiają się obok siebie. Borys i Kubów są politycznymi wychowankami Lubina, którzy zrobili kariery w Warszawie. Obaj poznali centrum krajowej polityki. Obaj mają doświadczenie rządowe. Obaj mają dostęp do ludzi, których lokalni samorządowcy nie znają. Ale różnią się jednym bardzo istotnym elementem. Borys, jeżeli chce zwiększyć wpływy w Lubinie, musi w większym stopniu budować własne lokalne zaplecze. Kubów może próbować wykorzystać zaplecze, które już przez lata współtworzył. To może dać mu przewagę. Ale tylko pod jednym warunkiem. Że lokalny PiS rzeczywiście pójdzie za nim.
To może być największy test Rozwoju Plus. Nie liczba posłów. Nie sondaże w Warszawie. Nie konferencje Morawieckiego. Samorządy. Jeżeli w kolejnych latach Rozwój Plus będzie potrafił wystawić swoich ludzi w gminach, powiatach i miastach, a część dawnych struktur PiS przejdzie pod jego szyld, projekt zacznie mieć realną przyszłość. Jeżeli natomiast pozostanie wyłącznie parlamentarnym środowiskiem skupionym wokół Morawieckiego, jego możliwości będą znacznie mniejsze.
Kubów jest tutaj jednym z najważniejszych testów. Bo ma coś, czego nowy projekt nie może kupić. Lokalne zakorzenienie. Nie musi być prezydentem Lubina. To najważniejszy wniosek.
Kubów nie musi dziś decydować, że chce zostać prezydentem Lubina. Nie musi opuszczać Warszawy. Nie musi nawet rezygnować z krajowej polityki. Może zrobić coś znacznie bardziej długoterminowego. Zbudować albo utrzymać własny polityczny obóz w regionie.
Dodaj komentarz