„Nowa księga dżungli" Modrzejewskiej, ale czy rzeczywiście nowa?
LEGNICA. Ostatnia premiera sezonu Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy – „Nowa księga dżungli” – jest próbą pogodzenia klasycznej opowieści Kiplinga z wrażliwością współczesnego widza. Samo określenie „spektakl familijny 7+” niesie większy ciężar, niż można by założyć. Sztuka musi sprostać najbardziej bezwzględnym krytykom – dzieciom. Do tego nie może zanudzić przychodzących z nimi rodziców i dziadków. Poprzeczka, w erze dopaminowego Internetu, podniesiona jest szczególnie wysoko. Czy „Nowa księga dżungli” podołała temu wyzwaniu?
Bez wątpienia najmocniejszym elementem spektaklu jest dżungla. Scenografia zachwyca rozmachem: zwisające liście, gęsta roślinność, umiejętnie wykorzystane światło oraz projekcje sprawiają, że Scena na Piekarach rzeczywiście zamienia się w tropikalną dżunglę. Owacje na stojąco należą się też kostiumografom i charakteryzatorom. Aktorzy dzięki nim naprawdę wyglądają jak zwierzęta. Istotną rolę odgrywają także kostiumy. Twórcy zrezygnowali z pełnego „przebierania” aktorów za zwierzęta. Zamiast tego posługują się oni maskami jako rekwizytami, co pozwala zachować umowność teatralnego świata. Ten prosty zabieg okazuje się zaskakująco skuteczny – widz ani przez chwilę nie ma problemu z rozpoznaniem bohaterów, a jednocześnie nie traci kontaktu z aktorami ukrytymi za postaciami. Sami aktorzy odwalili kawał dobrej roboty. Naprawdę każdy, zarówno ci pierwszoplanowi, jak i bardziej epizodyczni, tchnęli w grane zwierzęta życie, ale nie to ludzkie, lecz właśnie zwierzęce.
„Nowa księga dżungli” nie jest jednak sztuką bez potknięć. Największym i jedynym jest dla mnie scenariusz. Jakież było moje rozczarowanie, gdy przygody Mowgliego w tej pięknej dżungli przeniosły się do szarej rzeczywistości bloków i warzywniaków. Żal mi było tę dżunglę porzucać. I to na rzecz czego? Morału, który słyszeliśmy już po tysiąckroć? Naprawdę nawet „Księga dżungli” musi pouczać nas o Internecie i zagrożeniach „wciągnięcia” się w niego? Podkreślę w tym miejscu, że nie bagatelizuję tego problemu. Poddaję pod wątpliwość tylko to, czy nawet w historii Mowgliego był on naprawdę potrzebny. Czy dżungla naprawdę musiała okazać się wirtualną? Czy tygrys musiał okazać się tym złym diabełkiem, które zawsze w bajkach siedzi na ramieniu bohatera? I czy Mowgli musiał mieć problemy z rodzicami z powodu grania w gry?
Temat nadużywania Internetu przez dzieci mielony jest w dyskursie społecznym od dawna. Zastanawiam się więc, czy naprawdę warto było dodać go do „Nowej księgi dżungli”. Bo ani to nowe, ani „Księga dżungli”. Tytuł powinien więc brzmieć „Pół Księgi Dżungli ze znanym wszystkim morałem”. Morał ten całkiem niepotrzebnie rozbija świetny spektakl na dwie części, które, choć naprawdę dobre, trzymają się siebie na trytytkę.
Oczywiście narzekania dziewiętnastolatka na zakończenie „Nowej księgi dżungli” nie mogą przysłonić jednego – to naprawdę dobra i solidna sztuka. Z całego serca polecam ją każdemu. Czy spodoba się dzieciom – nie wiem. Ale tym, które siedziały ze mną na widowni, się podobało, a to do nich powinno należeć ostatnie słowo.
Fot. Teatr Modrzejewskiej

Dodaj komentarz