Szpital: Będziemy oskarżycielem posiłkowym
LEGNICA. Legnicki szpital, po piątkowym ataku agresywnego pacjenta, który pobił aż 9 osób- pielęgniarki, lekarza i ochroniarza, zapowiada, że będzie domagał się surowych konsekwencji dla agresora i każdego kolejnego napastnika, który naruszy nietykalność cielesną personelu medycznego albo dopuści się agresji słownej.

Mężczyzna, który wczoraj został przywieziony przez policję do szpitala zaatakował, gdy tylko odpięto go z pasów bezpieczeństwa. Pacjent miał być właśnie przebadany przez lekarza.
- Pacjent zaatakował rękami, na szczęście nie był uzbrojony w żaden przedmiot. Trzeba natomiast wiedzieć, że osoby po spożyciu środków narkotycznych zachowują się zupełnie irracjonalnie, są bardzo trudne do opanowania. W grę wchodzi właśnie brak racjonalności, ale też kwestia tego, że takie osoby są pozbawione normalnych uczuć, choćby odczuwania bólu i nawet próba przytrzymania nie robi żadnego wrażenia - mówi Nikolaj Lambrinow, kier. SOR w legnickim szpitalu.
Do ataku na personel medyczny doszło w sali triażu, czyli tam, gdzie pacjenci są wstępnie badani i segregowani w zależności od stopnia obrażeń czy rokowań.
- Pewnie pacjenci oczekujący w kolejce zauważyli, że coś się dzieje, ale nie odczuli tego w żaden sposób. Inaczej w przypadku personelu. Mam nadzieję, że szybko podniesie się po tej traumie. Dyrekcja szpitala, zresztą jak my wszyscy, gwarantujemy pracownikom pełne wsparcie medyczne, psychologiczne, a nawet prawne - dodaje kier. SOR.
Dyrekcja szpitala z całą stanowczością zapowiada, że będzie domagać się wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec agresora.
- Abstrahując od stanu tego człowieka w momencie, kiedy to robił, jeżeli tylko będzie mógł świadomie ponieść konsekwencje, to uważam- zresztą podobnie jak dyrektor, który to od razu deklarował- że należy bezwzględnie wyciągnąć konsekwencje, ponieważ to jest chyba jedyna możliwość, żeby móc w jakiś sposób oddziaływać na potencjalnych agresorów - dodaje lekarz.
Niestety, atak na personel w legnickim szpitalu, to kolejny groźny incydent, który jest przyczynkiem do społecznej dyskusji, by w większym stopniu zabezpieczyć tych, którzy niosą pomoc i ratują ludzkie życie.
- Taki apel do środowisk, które o tym decydują, żeby rozciągnąć ochronę prawną, jaką mają pracownicy służby zdrowia, Chodzi o to, żeby byli traktowani jako funkcjonariusze publiczni nie tylko w momencie, kiedy wykonują czynności medyczne. Osobiście znam takie przypadki, kiedy pacjenci, którym nie udało się dokonać aktu agresji w trakcie dyżuru, potrafili dokonać napaści na personel medyczny, który był już po pracy - mówi Nikolaj Lambrinow.
Kolejna sprawa to kwestia rozliczania napastników i poważnego traktowania spraw w sądach.
- Ja sam byłem kilkukrotnie obiektem gróźb, inwektyw i nawet w kilku przypadkach sprawa trafiła do sądu. Może to niepopularne co powiem, ale - niestety- spotykałem się w moich sprawach z tym, że były lekceważone, że właściwie nic się nie stało, bo nie ma poszkodowanych, sprawa jest marginalna itd. To powinno się zmienić - podsumowuje kierownik SOR.