„Nie chcemy wygrywać 10:0”. Krzysztof Paluszek: Akademia KGHM Zagłębie przechodzi największą ewolucję od lat
LUBIN. Nowi trenerzy, nowa filozofia szkolenia, indywidualizacja zawodników i odważne spojrzenie na rozwój młodych piłkarzy. W Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie Lubin trwa proces, który może wyznaczyć kierunek dla całej polskiej piłki. – To nie jest rewolucja. To świadoma ewolucja – mówi dyrektor Akademii, dr Krzysztof Paluszek.
Przez lata Akademia Piłkarska KGHM Zagłębie należała do ścisłej krajowej czołówki. Dziś jednak sam sukces już nie wystarcza. Piłka nożna zmienia się błyskawicznie, dlatego również model szkolenia musi nadążać za europejskimi trendami. O nowym kierunku rozwoju Akademii, współpracy z lokalnymi klubami, roli Dominika Nowaka i największych problemach polskiej piłki juniorskiej rozmawiamy z dyrektorem Akademii dr Krzysztofem Paluszkiem.
Używa Pan słowa „ewolucja”, a nie „rewolucja”. Dlaczego?
- Bo nie chcemy niszczyć tego, co przez lata zostało dobrze zbudowane. Chcemy rozwijać Akademię zgodnie z kierunkiem, w którym zmierza światowa piłka. Obserwujemy najlepsze kluby Europy i Polski, analizujemy ich rozwiązania i stopniowo wdrażamy je u siebie. Dzisiaj nie wystarczy dobry trener i dobre boisko. Potrzebny jest cały sztab specjalistów – od przygotowania motorycznego, przez analizę danych, aż po trenerów odpowiedzialnych za płynne przejście zawodnika do pierwszego zespołu. Naszym celem jest stworzenie środowiska, w którym młody piłkarz będzie gotowy do wejścia do seniorskiego futbolu. Pierwsza drużyna musi dostać zawodnika gotowego
Co jest dziś największą zmianą w szkoleniu?
- Indywidualizacja. Każdy zawodnik rozwija się inaczej i potrzebuje innego bodźca. Trener pierwszego zespołu powinien otrzymać pełny obraz piłkarza – wyniki badań, testów motorycznych, analizę obciążeń i potencjału. Jeżeli młody zawodnik już na starcie nie odstaje od seniorów, jego wejście do Ekstraklasy jest zdecydowanie łatwiejsze. Po letnim obozie usłyszeliśmy bardzo pozytywne opinie od sztabu pierwszego zespołu. Nasi młodzi zawodnicy nie wyglądali jak chłopcy z Akademii. Wyglądali jak piłkarze gotowi do rywalizacji. To najlepszy sygnał, że idziemy we właściwym kierunku.
Czy dziś jeszcze można zostać piłkarzem bez przejścia przez najbardziej prestiżowe ligi juniorskie?
- Oczywiście. CLJ nie jest końcem świata Centralna Liga Juniorów nie jest jedyną drogą do kariery. Czasami znacznie większą wartość ma regularna gra w piłce seniorskiej. Dlatego zachęcamy zawodników do występów w III czy IV lidze. Współpracujemy z klubami naszego regionu, które dają młodym piłkarzom możliwość rywalizacji z dorosłymi. To tam uczą się odpowiedzialności, walki i funkcjonowania w prawdziwej piłce. Patrząc na kariery Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika czy wielu innych reprezentantów Polski, łatwo zauważyć wspólny mianownik – bardzo wcześnie zaczęli grać z seniorami.
Kiedy młody piłkarz przechodzi najtrudniejszy egzamin?
- Są dwa takie momenty. Pierwszy to przejście z piłki dziewięcioosobowej na pełnowymiarowe boisko. Wtedy okazuje się, że największe gwiazdy turniejów dziecięcych nie zawsze potrafią odnaleźć się w zupełnie innych warunkach gry. Drugi etap jest jeszcze trudniejszy – przejście z piłki juniorskiej do seniorskiej. Nie można czekać do osiemnastych urodzin. Najlepsi zawodnicy debiutują już jako szesnasto- czy siedemnastolatkowie i właśnie wtedy zaczynają rozwijać się najszybciej.
Pozyskanie Dominika Nowaka można nazwać transferem roku Akademii ?
- To bardzo mocne wzmocnienie naszego projektu. Dominik Nowak to ogromna wartość dla Akademii. Od lat powtarzam, że najlepsze efekty daje połączenie doświadczenia z młodością. Potrzebni są trenerzy pełni energii, ale równie ważni są ludzie, którzy przeszli przez zawodową piłkę i potrafią przekazać swoje doświadczenie. Dominik Nowak od pierwszych dni zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dzieci dosłownie garną się do niego. Zadają pytania, chcą wiedzieć, jak pracują najlepsi zawodnicy, proszą o dodatkowe wskazówki. Tego nie da się kupić. Tak buduje się autorytet.
Akademia w najmłodszych rocznikach potrafi wygrywać z Bayernem czy Slavią Praga. Dlaczego później polskie kluby mają problemy w Europie czy nawet nie istnieją w Europie?
- Bo największe wyzwanie zaczyna się na poziomie piłki juniorskiej. Byłem na stażu w PSV Eindhoven. W jednym zespole pracuje tam kilkunastu specjalistów. Każdy odpowiada za inny element rozwoju zawodnika. Taka indywidualizacja robi ogromne wrażenie. W Polsce wykonaliśmy świetną pracę w szkoleniu dzieci, ale piłka juniorska nadal wymaga dużego kroku do przodu. Dlatego wolę przegrać 2:3 z Lechem Poznań niż wygrać 10:0 z dużo słabszym rywalem. Tylko trudne mecze rozwijają zawodników. Ostatni sparing z Lechem pokazał, że indywidualnie nasi piłkarze naprawdę potrafią rywalizować z najlepszymi.
Jaki przyszłość czeka Akademię Piłkarską KGHM Zagłębie Lubin?
- Nadal rozwijamy infrastrukturę. Chcemy wybudować kolejne dwa boiska, rozszerzamy sztab szkoleniowy i konsekwentnie podnosimy poziom pracy z zawodnikami. To nie jest projekt na jeden sezon. To proces, którego efekty mają być widoczne przez następne dziesięć czy piętnaście lat. Moim marzeniem jest Akademia, która będzie wzorem dla innych klubów w Polsce. Miejsce, z którego regularnie do Ekstraklasy i reprezentacji Polski będą trafiali kolejni wychowankowie. I wierzę, że właśnie w tym kierunku dziś zmierzamy.
Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał Zbigniew Jakubowski
Dodaj komentarz