Proces Roberta Raczyńskiego przeciwko Onetowi i TVN. Kulisy sprawy, która wstrząsnęła Lubinem
LUBIN/LEGNICA. 30 czerwca przed Sądem Okręgowym w Legnicy rozpocznie się jeden z najbardziej wyczekiwanych procesów ostatnich lat na Dolnym Śląsku. Na sali sądowej spotkają się prezydent Lubina Robert Raczyński oraz przedstawiciele redakcji Onetu i TVN. Stawką jest nie tylko ochrona dóbr osobistych samorządowca, ale także odpowiedź na pytanie, czy ogólnopolskie media oparły swoje publikacje na materiałach, które – jak twierdzi prokuratura – zostały sfałszowane.
Raczyński od początku utrzymywał, że dokumenty są fałszywe i stanowią element zaplanowanej akcji dezinformacyjnej. – Od pierwszego dnia mówiłem, że to fałszerstwa. Potwierdziła to prokuratura. Materiały zostały spreparowane, a wszystkie oskarżenia wobec mnie były nieprawdziwe – podkreśla prezydent Lubina.
Początek medialnej burzy
Sprawa rozpoczęła się w 2024 roku, gdy Onet i TVN opublikowały materiały dotyczące rzekomych rozmów prowadzonych przez Roberta Raczyńskiego i osoby z jego otoczenia. Publikacje wywołały ogromne zainteresowanie opinii publicznej, a także falę komentarzy politycznych. W artykułach pojawiły się sugestie dotyczące funkcjonowania lokalnego układu władzy oraz nieformalnych relacji mających wpływać na życie publiczne w regionie.
Prezydent Lubina od początku stanowczo odrzucał wszystkie oskarżenia. Twierdził, że przedstawiane stenogramy nie są autentyczne, a ich treść została celowo spreparowana. Wówczas jego słowa spotykały się z niedowierzaniem części opinii publicznej, ponieważ przeciwko samorządowcowi wystąpiły jedne z największych redakcji w kraju.
Pozwy przeciwko mediom
Jeszcze w 2024 roku Robert Raczyński zdecydował się skierować sprawę na drogę sądową. Pozew przeciwko Onetowi i TVN dotyczył naruszenia dóbr osobistych oraz rozpowszechniania – zdaniem prezydenta – nieprawdziwych informacji. Równolegle własny pozew złożyła także Gmina Miejska Lubin, argumentując, że publikacje uderzyły nie tylko w samego prezydenta, ale również w wizerunek miasta i jego mieszkańców.
Od początku samorządowiec przekonywał, że prawda zostanie potwierdzona przez śledczych. Wielokrotnie publicznie powtarzał, że materiały wykorzystane przez media nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi nagraniami.
Zwrot w śledztwie
Przełom nastąpił w toku postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Legnicy. Śledczy badający sprawę nielegalnej inwigilacji samorządowców oraz źródeł pochodzenia materiałów opublikowanych przez media doszli do wniosków, które całkowicie zmieniły obraz sprawy.
Według ustaleń prokuratury rozpowszechniane stenogramy nie stanowiły wiernego zapisu rzeczywistych rozmów. Analizy biegłych miały wykazać liczne ingerencje, nieścisłości i elementy wskazujące na manipulację treścią dokumentów.
W maju 2026 roku śledczy postawili zarzuty pięciu osobom. Wśród podejrzanych znalazł się były funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz osoby podejrzewane o udział w tworzeniu i rozpowszechnianiu materiałów. Zarzuty dotyczą między innymi fałszowania dowodów, przekroczenia uprawnień oraz działania w ramach zorganizowanej grupy przestępczej.
To właśnie te ustalenia sprawiły, że proces cywilny przeciwko mediom nabrał nowego znaczenia.
Co wydarzy się w Legnicy?
Pierwsza rozprawa zaplanowana na 30 czerwca ma otworzyć wielomiesięczne postępowanie. Jednym z pierwszych świadków będzie sam Robert Raczyński. Sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy redakcje dochowały należytej staranności dziennikarskiej, publikując materiały pochodzące z niezweryfikowanego źródła.
Kluczowe mogą okazać się także ustalenia prokuratury oraz opinie ekspertów analizujących autentyczność dokumentów, które stały się podstawą głośnych publikacji.
Znaczenie wykraczające poza Lubin
Choć sprawa dotyczy prezydenta Lubina, jej skutki mogą wykraczać daleko poza granice Zagłębia Miedziowego. Proces może stać się ważnym precedensem dotyczącym odpowiedzialności mediów za publikowanie materiałów pozyskanych z nielegalnych źródeł oraz standardów ich weryfikacji.
Dla Roberta Raczyńskiego będzie to okazja do publicznego oczyszczenia swojego nazwiska po dwóch latach medialnych oskarżeń. Dla Onetu i TVN – konieczność obrony metod pracy dziennikarskiej i wiarygodności opublikowanych materiałów.
ewentualna wygrana Roberta Raczyńskiego w sporze z Onetem i TVN mogłaby znacząco wzmocnić jego pozycję polityczną, zarówno w regionie, jak i w środowisku Bezpartyjnych Samorządowców.
Przede wszystkim byłby to argument potwierdzający narrację, którą prezydent Lubina konsekwentnie prezentuje od momentu publikacji kontrowersyjnych materiałów. Raczyński od początku twierdził, że padł ofiarą zorganizowanej akcji wymierzonej w niego i jego środowisko polityczne. Jeśli sąd uznałby, że media naruszyły jego dobra osobiste, a publikacje opierały się na nierzetelnych lub sfałszowanych materiałach, wielu jego zwolenników mogłoby odebrać to jako pełną rehabilitację polityczną.
W wymiarze regionalnym wzmocniłoby to pozycję Raczyńskiego jako niekwestionowanego lidera obozu samorządowego na Dolnym Śląsku. Od ponad dwóch dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci lokalnej polityki, a Bezpartyjni Samorządowcy w dużej mierze budowali swoją markę właśnie wokół sukcesów Lubina i samorządów związanych z tym środowiskiem.
Istotny byłby także aspekt ogólnopolski. Po nieudanym starcie Bezpartyjnych Samorządowców w wyborach parlamentarnych i późniejszych podziałach wewnątrz ruchu, Raczyński nieco wycofał się z pierwszej linii krajowej polityki. Wygrana w głośnym procesie mogłaby jednak przywrócić mu rolę symbolicznego lidera środowiska, który przez lata skutecznie odpierał zarzuty i ostatecznie doczekał się korzystnego rozstrzygnięcia.
Z perspektywy lokalnej polityki można jednak postawić tezę, że wygrana przed sądem byłaby dla Roberta Raczyńskiego jednym z największych politycznych sukcesów ostatnich lat. Wzmocniłaby jego autorytet wśród samorządowców związanych z Bezpartyjnymi Samorządowcami i mogłaby uczynić go ponownie najważniejszą postacią tego środowiska, szczególnie w kontekście przygotowań do kolejnych wyborów samorządowych. W takim scenariuszu jego głos przy układaniu list wyborczych, wskazywaniu kandydatów na prezydentów miast czy marszałka województwa byłby prawdopodobnie jeszcze silniejszy niż obecnie.
Jedno jest pewne: rozpoczynający się w Legnicy proces będzie bacznie obserwowany zarówno przez środowiska samorządowe, jak i przez media w całym kraju.

Dodaj komentarz