Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Caryce lubińskiego samorządu

LUBIN.  Lubińska polityka przez lata miała przede wszystkim męską twarz. Robert Raczyński, Piotr Borys, Krzysztof Kubów, a w ostatnich latach coraz mocniej również Tomasz Górzyński - to nazwiska, które najczęściej pojawiają się, kiedy mówimy o lokalnej polityce i osobach mających realny wpływ na mieszkańców. Nie oznacza to jednak, że kobiety pozostają w drugim szeregu. Wręcz przeciwnie - w lubińskim samorządzie można znaleźć kilka kobiet, które coraz świadomiej budują własną rozpoznawalność i wykorzystują do tego narzędzie, które jeszcze kilka lat temu nie było traktowane przez lokalnych polityków aż tak poważnie. Mowa oczywiście o social mediach.

Caryce lubińskiego samorządu

Katarzyna Kulczyńska, Agnieszka Kubica-Radek i Edyta Orłowska nie mają dziś zasięgów porównywalnych z wyżej wspomnianymi. I trudno udawać, że jest inaczej. Ich profile funkcjonują w zdecydowanie mniejszej skali. Ale właśnie dlatego ich aktywność jest interesująca. Każda z nich próbuje bowiem znaleźć własny sposób na dotarcie do mieszkańców. Nie kopiują dokładnie siebie nawzajem, nie prowadzą identycznej komunikacji i nie próbują wszystkie zostać lokalnymi „influencerkami”. Każda znalazła własny styl.

Kulczyńska stawia na coraz lepszą jakość materiałów i próbuje pod względem komunikacyjnym równać do najlepszych. Kubica-Radek buduje swoją markę przede wszystkim na wyszukiwaniu problemów i potencjalnych afer. Orłowska natomiast idzie w zupełnie innym kierunku - zamiast tworzyć wyłącznie polityczny wizerunek, pokazuje po prostu siebie, swoją codzienność i swoją osobowość. I być może właśnie to jest ich największą siłą.

Nie chodzi jeszcze o wielkie zasięgi

Oczywiście można spojrzeć na ich profile i powiedzieć, że daleko im do największych graczy lubińskiej polityki. Robert Raczyński, Piotr Borys czy Krzysztof Kubów mają już bardzo mocno zbudowane marki, a ich nazwiska są rozpoznawalne również poza samym Lubinem. Kulczyńska, Kubica-Radek i Orłowska są więc dopiero na etapie budowania własnej pozycji w internecie. I niekoniecznie musi to być ich słabość.

W polityce społecznościowej nie zawsze najważniejsza jest bowiem liczba obserwujących, ale to, czy dzięki regularnej komunikacji udaje się docierać do nowych osób. Jeżeli ktoś przez kilka miesięcy konsekwentnie pokazuje swoją działalność, komentuje lokalne sprawy i buduje kontakt z mieszkańcami, stopniowo zaczyna wychodzić poza grupę osób, które już wcześniej interesowały się jego działalnością. Dla samorządowca jest to bardzo ważne.

Mieszkaniec nie musi przecież oglądać sesji Rady Miejskiej ani czytać miejskich dokumentów. Może nigdy nie wejść na stronę Biuletynu Informacji Publicznej, ale jeżeli kilka razy zobaczy konkretną radną w swoim telefonie, przy okazji różnych spraw, po pewnym czasie zacznie kojarzyć jej nazwisko. A właśnie z takich drobnych kontaktów buduje się polityczna rozpoznawalność.

Katarzyna Kulczyńska - jakość zamiast przypadkowej obecności

Kulczyńska reprezentuje najbardziej „polityczny” sposób komunikacji z całej trójki, ale jednocześnie bardzo mocno zwraca uwagę na formę. Jej strategia wydaje się opierać na przekonaniu, że skoro nie można jeszcze konkurować z największymi politykami Lubina skalą zasięgów, można próbować zbliżyć się do nich jakością przygotowywanych materiałów. I rzeczywiście - w jej komunikacji coraz większą rolę odgrywają dobre zdjęcia, materiały wideo czy odpowiednio przygotowane relacje z wydarzeń. Nie chodzi już tylko o wrzucenie zdjęcia z podpisem „byłam, uczestniczyłam, rozmawiałam”. Chodzi o to, żeby materiał był przygotowany w sposób, który zatrzyma uwagę odbiorcy. To bardzo ważna zmiana w sposobie prowadzenia lokalnej polityki.

Jeszcze kilka lat temu samorządowiec mógł traktować Facebooka jak dodatkową tablicę ogłoszeń. Dzisiaj coraz więcej osób rozumie, że profil społecznościowy jest właściwie własnym medium, nad którym polityk ma pełną kontrolę. Kulczyńska próbuje więc grać w tej przestrzeni na poważnie. Nie ma jeszcze skali choćby swojego męża Tomasza Kulczyńskiego, ale stara się, aby pojedynczy materiał wyglądał profesjonalnie i był spójny z całą komunikacją. To może być szczególnie istotne w dłuższej perspektywie, bo odbiorca zaczyna kojarzyć nie tylko nazwisko, ale również określony sposób prezentowania działalności.

Kulczyńska jest przy tym związana z obozem Roberta Raczyńskiego, a więc funkcjonuje wewnątrz jednego z najsilniejszych lokalnych środowisk politycznych. To daje jej określony kapitał, ale jednocześnie stawia przed nią pytanie o własną rozpoznawalność. Jeżeli za kilka lat dojdzie do politycznej zmiany pokoleniowej, ważne będzie nie tylko to, kto był człowiekiem Raczyńskiego, ale również to, kto zdążył zbudować własne nazwisko. Regularna obecność w social mediach może w tym pomóc.

Nie sprawi oczywiście, że ktoś automatycznie stanie się kandydatem na prezydenta czy liderem lokalnego środowiska. Ale może sprawić, że kiedy mieszkańcy zaczną zastanawiać się, kto jest aktywnym samorządowcem, nazwisko Kulczyńskiej będzie już dla nich znajome.

Agnieszka Kubica-Radek - polityka zaczyna się od pytania „dlaczego?”

Kubica-Radek wybrała zupełnie inną drogę. Przedstawicielka Obywatelskiego Lubina jest po stronie opozycji, więc jej podstawowym narzędziem nie jest możliwość otwierania inwestycji czy podejmowania decyzji wykonawczych. Jej rolą jest między innymi kontrolowanie tych, którzy władzę posiadają. A social media pozwalają tę kontrolę bardzo mocno eksponować. Jej marka opiera się na tropieniu afer.

Ale tutaj pojawia się również ryzyko. Jeżeli polityk przez długi czas buduje swoją markę przede wszystkim na tropieniu afer i wytykaniu błędów, może zostać przez wyborców zaszufladkowany jako osoba, która zawsze jest przeciw. A to w pewnym momencie może być niewystarczające…

Edyta Orłowska - najmniej „polityczna”, a może właśnie dlatego najbardziej ludzka

Orłowska idzie jeszcze inną drogą. Nie próbuje konkurować z Kulczyńską jakością produkcji materiałów, a z Kubicą-Radek nie buduje całej swojej obecności na szukaniu kolejnych problemów. Jej sposób komunikacji jest znacznie bardziej osobisty i naturalny. Orłowska pokazuje po prostu, jaka jest - nie tylko jako radna, ale również jako człowiek.

Oczywiście część jej publikacji dotyczy działalności miejskiej, wydarzeń czy spraw samorządowych. Ale obok nich pojawiają się również treści zdecydowanie bardziej prywatne i codzienne. Możemy zobaczyć ją choćby na basenie, przy okazji zwykłego spędzania wolnego czasu, ale także w zupełnie innej roli - muzyka. Dzięki temu jej profil nie jest wyłącznie kroniką działalności radnej, ale pokazuje również jej zainteresowania, charakter i życie poza samorządem.

I właśnie to może być jej największym atutem. Mieszkaniec nie ogląda wyłącznie osoby siedzącej na sali obrad i głosującej nad uchwałami. Zaczyna poznawać człowieka, który ma swoje pasje, sposób spędzania czasu i życie niezwiązane bezpośrednio z polityką. To komunikacja mniej oficjalna, a przez to bardziej ludzka.

Trzy kobiety, trzy różne strategie

I właśnie dlatego zestawienie Kulczyńskiej, Kubicy-Radek i Orłowskiej jest ciekawsze niż zwykłe wskazanie najbardziej aktywnych radnych. Każda z nich próbuje zdobywać uwagę mieszkańców, ale każda robi to innymi środkami. Kulczyńska stawia na jakość i profesjonalizację komunikacji, próbując pod względem wizualnym i sposobu przygotowywania materiałów zbliżać się do standardów, które narzucają najwięksi lokalni politycy. Kubica-Radek stawia na konflikt i kontrolę, szukając spraw, które można nagłośnić, zadając niewygodne pytania i próbując pokazywać mieszkańcom problemy, których jej zdaniem nie dostrzega lub nie chce dostrzec obecna władza. Orłowska natomiast stawia na autentyczność, pokazując przede wszystkim siebie i swoją codzienność, dzięki czemu jej profil nie jest wyłącznie kolejnym kanałem informacji o pracy samorządowej. To trzy zupełnie różne pomysły na budowanie politycznej marki.

Nie mają takich zasięgów jak Raczyński, Borys czy Kubów. I to nie jest problem

Warto to podkreślić jeszcze raz, ponieważ nie chodzi tutaj o stawianie tych trzech kobiet na równi z największymi nazwiskami Lubina. Ich zasięgi są zdecydowanie mniejsze. Robert Raczyński ma potężną lokalną rozpoznawalność. Piotr Borys korzysta z wieloletniej kariery parlamentarnej i rządowej. Krzysztof Kubów ma za sobą krajową politykę i środowisko Mateusza Morawieckiego. Ale polityka nie jest wyłącznie konkursem na największą liczbę wyświetleń.

Kulczyńska, Kubica-Radek i Orłowska dzięki social mediom docierają do ludzi, którzy być może wcześniej w ogóle nie zwracali na nie uwagi. I to jest realna wartość. Jeżeli jedna z nich ma dziś kilkaset odbiorców, ale za każdym razem dociera do części nowych osób, jej polityczna baza stopniowo się powiększa. Być może ktoś, kto dzisiaj tylko ogląda jej materiał, za trzy lata odda na nią głos. Być może ktoś, kto dziś nie zna jej nazwiska, za rok zacznie kojarzyć ją z konkretną sprawą. Być może ktoś, kto nigdy nie interesował się Radą Miejską, dzięki krótkiej rolce dowie się, że istnieje radna, która zajmuje się jego problemem. Tak właśnie buduje się rozpoznawalność.

Najważniejsze jest to, że każda znalazła własną niszę

I chyba właśnie to jest najciekawsze. Nie próbują wszystkie robić tego samego. Kulczyńska próbuje wyglądać jak najlepsze profile polityczne. Kubica-Radek próbuje znajdować tematy, które będą żyły własnym życiem w internecie. Orłowska próbuje sprawić, żeby mieszkańcy poznali człowieka, a nie tylko funkcję. Każda z tych strategii może działać. Każda ma również swoje ograniczenia. Ale wszystkie trzy mają jedną wspólną cechę - regularność. A w social mediach regularność jest często ważniejsza niż jeden spektakularny sukces.

Dzisiaj są w cieniu większych graczy. Jutro może być inaczej. Na razie trudno mówić o nich jako o najważniejszych postaciach lubińskiej polityki. To byłaby przesada. Ale można mówić o czymś innym - o budowaniu własnej pozycji. Robert Raczyński ma już swoją markę. Borys i Kubów mają swoje kariery. Kulczyńska, Kubica-Radek i Orłowska dopiero budują własną przestrzeń. I właśnie dlatego ich profile warto obserwować nie tylko przez pryzmat dzisiejszych liczb, ale również tego, gdzie będą za kilka lat. Bo kiedyś może nadejść moment, w którym Lubin będzie musiał odpowiedzieć na pytanie o nowe pokolenie polityków. Wtedy znaczenie będzie miało nie tylko to, kto siedział w Radzie Miejskiej.

Znaczenie będzie miało również to, kto przez lata był obecny w telefonach mieszkańców. I właśnie dlatego trzy „caryce” lubińskiego samorządu mogą mieć dzisiaj mniejsze zasięgi niż najwięksi gracze, ale nie oznacza to, że ich komunikacja jest bez znaczenia. Wręcz przeciwnie. Każda z nich konsekwentnie buduje własną markę, każda robi to na swój sposób i każda dzięki social mediom wychodzi ze swoją działalnością do znacznie szerszej grupy mieszkańców niż ta, która interesuje się samorządem na co dzień.

A w polityce lokalnej czasami właśnie od tego zaczyna się droga do większej rozpoznawalności…

Dodaj komentarz

Wyślij

Powiązane wpisy