Trudna misja M. Zielenia w Chojnowiance. Uda się odbudowa zespołu?
CHOJNÓW. Dwa lata przerwy wystarczyły Mirosławowi Zieleniowi by zatęsknić za lokalnym futbolem. Doświadczony szkoleniowiec wrócił z długiego trenerskiego urlopu i podjął się ciężkiego zadania postawienia na nogi Chojnowianki Chojnów, która od dłuższego czasu ma problemy kadrowe. Po spadku do A-klasy z zespołu odszedł dotychczasowy opiekun, a misję odbudowy powierzono doskonale znającemu klimat tutejszej piłki Zieleniowi. W przeszłości święcił on już z Chojnowianką triumfy, jednak jak pokazują ostatnie sezony, największą bolączką klubu nie są trenerzy tylko kłopoty ze składem, które nowy szkoleniowiec będzie musiał zażegnać.

Skąd pomysł na powrót? Ciągnęło wilka do lasu czy zadziałał sentyment do Chojnowianki?
MIROSŁAW ZIELEŃ: Przez dwa lata byłem poza tą karuzelą trenerską i zaczynało już brakować adrenaliny związanej z meczami. Kiedy pojawiło się zapytanie z Chojnowianki, usiadłem z działaczami, porozmawialiśmy i podjęliśmy decyzję by wspólnie odbudowywać klub.
W trakcie tego długiego urlopu miał Pan jakieś oferty?
Pojawiały się jakieś luźne zapytania, otrzymałem też ofertę z Orli Wąsosz, ale tutaj największym problemem był dystans jaki musiałbym pokonywać na treningi i mecze, więc podziękowałem. W międzyczasie były również jakieś telefony z klubów A czy B-klasy, jednak ostatecznie wróciłem dopiero teraz.
Taki dwuletni rozbrat traktuje Pan jako swój atut czy przeszkodę przy powrocie do trenerki?
Ciężko powiedzieć, piłka zweryfikuje. Ja z natury jestem optymistą i mam nadzieję, że czysta głowa pomoże mi podczas pracy w Chojnowiance.
Była już okazja do spotkania z zespołem?
Na pierwszym treningu widzimy się 28 lipca, czyli jutro, a pierwszym sprawdzianem będzie dla nas niedzielny mecz Pucharu Polski z Bazaltem Piotrowice.
Sytuacja kadrowa Chojnowianki nie jest godna pozazdroszczenia. Wie Pan na ilu zawodników może liczyć?
Aktualnie prowadzimy rozmowy z wieloma zawodnikami, ale w niektórych przypadkach naprawdę ciężko dojść do porozumienia, bo wielu graczy jest zmanierowanych, oczekują pieniędzy, nierzadko dużych i to komplikuje sprawę. Jesteśmy w trakcie negocjacji, ale na środowym treningu ma się pojawić pięciu graczy zainteresowanych dołączeniem do Chojnowianki. Liczę też, że kadra nie zostanie osłabiona.
Nie było obaw by nadstawiać głowę w tak niepewnej sytuacji?
Nie będę ukrywał, że trochę się obawiałem, bo wyniki zostaną przypisane do mojego nazwiska, natomiast mam umowę z działaczami i jestem dobrej myśli. Obiecano mi, że zarząd zrobi, co w jego mocy by wzmocnić skład, poszerzyć kadrę i zapewnić spokojne warunki do pracy. Brak transferów z pewnością byłby sporym problemem, a w takim przypadku musielibyśmy pomyśleć, co dalej?
Czyli nowa Chojnowianka zostanie oparta na zawodnikach z zewnątrz?
Chcemy zrobić transfery, ale zależy nam na sprowadzeniu wychowanków tego klubu, grających w ościennych zespołach. Plan na pewno jest ambitny i ciekawy, bo tacy gracze najczęściej zostawiają na boisku serce, jednak obecnie trudno ferować wyroki, zobaczymy, co wyjdzie z naszych założeń.
Patrząc po okolicy macie sporą konkurencję. Chojnowianka sportowo nie może być magnesem dla zawodników z najbliższego regionu.
Owszem, ale z drugiej strony chcemy zbudować fajne struktury, mamy swoje argumenty, swoje pomysły i mam nadzieję, że tym trafimy do niezdecydowanych zawodników. W tej chwili nie jesteśmy najwyżej sklasyfikowanym zespołem w okolicy, jednak liczy się również to, co może mieć miejsce w przyszłości.
Stawia Pan przed sobą i zespołem jakiś konkretny cel?
Na razie celem jest zbudowanie drużyny, a jakieś ewentualne założenia dotyczące miejsc czy wyników postawimy sobie po pierwszych tygodniach lub w zimie. Teraz priorytet to utworzenie fundamentów, na których będzie mógł się opierać zespół.
Dziękuje za rozmowę.