E.Witek ostro o aferze powodziowej: „To jest buta i arogancja”. PiS uderza w KO na Dolnym Śląsku
LEGNICA. Posłanka PiS Elżbieta Witek nie gryzła się w język. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przed legnickim Ratuszem poświęconej tzw. aferze powodziowej w Kotlinie Jeleniogórskiej posłanka PiS ostro zaatakowała sposób, w jaki – jej zdaniem – władze regionu podchodzą do mieszkańców poszkodowanych przez żywioł. Padły też pytania o miliony złotych, decyzje personalne i odpowiedzialność za działania związane z pomocą powodzianom. – Byłam zszokowana przekazami telewizyjnymi, w których wypowiadała się działaczka Koalicji Obywatelskiej, wskazywana jako osoba odpowiedzialna za tę sprawę. Zadowolona, tak pewna siebie mówiła, że przecież nic niemoralnego się nie stało, że wszystko jest w porządku. To jest taka buta, taka arogancja – mówiła Elżbieta WITEK.
Elżbieta Witek nie zamierzała łagodzić tonu. Wystąpienie posłanki PiS było mocnym politycznym atakiem na Koalicję Obywatelską i sposób, w jaki jej przedstawiciele – zdaniem Witek – tłumaczą sprawę pomocy dla osób poszkodowanych przez powódź. – Byłam zszokowana przekazami telewizyjnymi, w których wypowiadała się działaczka Koalicji Obywatelskiej. Zadowolona, tak pewna siebie mówiła, że przecież nic niemoralnego się nie stało, że wszystko jest w porządku. To jest taka buta, taka arogancja – mówiła Witek. - Z jednej strony – mieszkańcy, którzy po powodzi stracili dorobek całego życia. Z drugiej – wielomilionowe środki, o których mówiła była marszałek Sejmu. – Ludzie tutaj naprawdę stracili dobytek całego swojego życia. Albo nie otrzymali wsparcia, albo otrzymali takie środki, które nie pozwoliły im na odbudowę domu i powrót do normalnego życia – przekonywała.
Witek mówiła o 4,5 mln zł dla trzech osób. Zastrzegła przy tym, że przedstawiane przez nią informacje wymagają wyjaśnienia i opierają się na relacjach.
– Ja tylko się zastanawiam, co kobieta może powiedzieć swoim sąsiadom, których naprawdę zalało, którzy pomocy nie otrzymali – mówiła.
Ale na konferencji nie chodziło już tylko o jedną sprawę. Elżbieta Witek rozszerzyła ostrzał na całą politykę dolnośląskiej koalicji rządzącej.
Wymieniła m.in. sprawę Ziemi Kłodzkiej, sytuację wokół zbiornika w Pilchowicach i inne kontrowersje. Jej zdaniem problemem jest nie tylko skala kolejnych spraw, ale przede wszystkim brak politycznej odpowiedzialności. – Nie ma tygodnia, a nawet dnia, żebyśmy nie słyszeli o kolejnych aferach – przekonywała Witek.
I wtedy padło zdanie, które może mieć największe znaczenie dla przyszłości dolnośląskiej polityki: co dalej z marszałkiem i zarządem województwa?
Witek podkreśliła, że o pomyśle ich odwołania klub PiS miał dowiedzieć się z mediów. Jednocześnie wskazywała na siedmioro radnych tzw. niezrzeszonych, którzy mogą odegrać kluczową rolę w sejmikowej układance. To właśnie oni mogą być dziś politycznym języczkiem u wagi.I dodała, że w tej grupie czwórka radnych Sejmiku to członkowie PiS i nie wie dlaczego tego się wyrzekają? - Zbliża się czas męskich decyzji i postawienia sprawy jasno w czyjej drużynie chce grać dalej !
Jeżeli pojawi się formalny wniosek o odwołanie marszałka, rozpocznie się liczenie głosów. I wtedy okaże się, czy obecna większość jest rzeczywiście większością, czy tylko konstrukcją, która działa tak długo, jak długo wszyscy jej uczestnicy pozostają po tej samej stronie.
W konferencji obok Witek i posła Szymona Pogody wystąpili radni Sejmiku Dolnośląskiego Piotr Karwan, Tytus Czartoryski i Paweł Grabek. Ich komunikat można odczytać jednoznacznie: PiS nie chce, aby sprawa zakończyła się na dymisjach pojedynczych osób. Chce odpowiedzi, kto podejmował decyzje, kto ponosi odpowiedzialność i gdzie trafiły publiczne pieniądze.
A polityczna stawka jest znacznie większa niż sama konferencja. Jeżeli siedmioro niezrzeszonych radnych rzeczywiście zdecyduje się poprzeć zmiany, układ sił w Sejmiku może zostać wywrócony do góry nogami. Wtedy pytanie nie będzie już brzmiało: kto odpowie za aferę?
Będzie brzmiało: kto po tej aferze będzie jeszcze rządził Dolnym Śląskiem?
Fot.ZJ.
Dodaj komentarz