Wielka układanka przed 2027 już ruszyła. KO razem z PSL? Czy raczej z Morawieckim?
REGION. Coraz więcej wskazuje na to, że przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku może dojść do wielkiego przetasowania po stronie dzisiejszej koalicji rządzącej. W politycznych kuluarach mówi się o wspólnym starcie KO i PSL, być może z udziałem Polski 2050. Na Dolnym Śląsku pojawiła się nawet znacznie odważniejsza teoria – do tego układu miałby dołączyć Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Tę ostatnią możliwość stanowczo ucina poseł PSL Tadeusz Samborski. Ale prawdziwy problem może być zupełnie gdzie indziej. Jeśli PSL miałoby iść do wyborów razem z KO, ludowcy będą chcieli twardych gwarancji. I to takich, których nie da się później politycznie „wykiwać”.
Do wyborów parlamentarnych pozostało jeszcze około 14 miesięcy . Oficjalnie niemal wszystkie partie uspokajają nastroje, deklarują samodzielność i przekonują, że na wielkie rozmowy o koalicjach jest zdecydowanie za wcześnie.
Tyle że polityka nie czeka na kampanię.
Najważniejsze projekty wyborcze powstają długo przed oficjalnym ogłoszeniem list. Najpierw są wspólne konferencje, później wspólni kandydaci, następnie lokalne porozumienia, a dopiero na końcu liderzy ogłaszają to, co od miesięcy jest już politycznym faktem. Czy właśnie taki scenariusz zaczyna się realizować pomiędzy Koalicją Obywatelską i PSL?
Kraków jako polityczny test?Wspólna kandydatura Moniki Piątkowskiej na prezydenta Krakowa, popieranej przez KO i PSL, została zauważona daleko poza Małopolską. Oficjalnie można oczywiście mówić o lokalnej specyfice i samorządowym porozumieniu. Jednak w polityce takie ruchy rzadko pozostają bez znaczenia.
Wspólna kampania oznacza bowiem wspólną pracę struktur, sztabów i lokalnych liderów. Jest również testem, czy politycy dwóch ugrupowań potrafią współpracować nie tylko w rządzie, ale także podczas bezpośredniej walki wyborczej. A właśnie to może być kluczowe przed 2027 rokiem.
Dziś zarówno KO, jak i PSL deklarują, że chcą budować własne projekty. Problem polega jednak na tym, że polityczna matematyka może zmusić obie strony do ponownego przeliczenia swoich planów.
PSL w wielu sondażach balansuje na granicy progu wyborczego. Podobny problem ma Polska 2050. Tymczasem Koalicja Obywatelska, choć pozostaje jedną z najsilniejszych partii w kraju, musi myśleć nie tylko o wygraniu wyborów, ale przede wszystkim o tym, z kim po wyborach będzie mogła stworzyć większość. Najnowsze analizy strategii PSL również wskazują, że ludowcy oficjalnie mówią o samodzielnym starcie, ale pozostawiają sobie otwarte drzwi do powrotu do wyborczych sojuszy.
Dwa bloki zamiast jednej wielkiej koalicji?
Scenariusz jednej wspólnej listy całej obecnej koalicji rządzącej wydaje się dziś mało realny. Co ciekawe, także wyborcy nie są szczególnie entuzjastycznie nastawieni do takiego rozwiązania. Z badania CBOS wynikało, że tylko 15 procent ankietowanych chciałoby jednego wspólnego bloku wszystkich ugrupowań tworzących obecny rząd, podczas gdy znacznie więcej dopuszczało wariant maksymalnie dwóch bloków.
I właśnie tutaj pojawia się coraz częściej powtarzany scenariusz. Jeden blok bardziej centrowo-konserwatywny: KO, PSL i być może Polska 2050. Po drugiej stronie – ugrupowania lewicowe.
Taki podział pozwoliłby uniknąć ryzyka utraty głosów przez mniejsze partie, a jednocześnie zachować polityczną tożsamość poszczególnych środowisk.
To oczywiście nadal tylko jedna z wielu możliwych konfiguracji. Ale warto pamiętać, że PSL i Polska 2050 mają już doświadczenie wspólnego startu. W 2023 roku obie formacje stworzyły Trzecią Drogę, a ich porozumienie opierało się na precyzyjnych zasadach współpracy i podziale odpowiedzialności.
Borys: do tego układu może dołączyć Rozwój Plus?
Na Dolnym Śląsku polityczne spekulacje poszły jednak znacznie dalej. Marcin Borys, do niedawna radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego wybrany z list Koalicji Obywatelskiej, przekonuje, że do ewentualnego układu KO i PSL mógłby dołączyć również Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Byłaby to prawdziwa polityczna rewolucja.
Rozwój Plus jest dziś samodzielnym środowiskiem politycznym skupionym wokół byłego premiera. W lipcu do marszałka Sejmu wpłynął wniosek dotyczący utworzenia klubu parlamentarnego Rozwój Plus, skupiającego parlamentarzystów związanych z Mateuszem Morawieckim. Sam projekt Morawieckiego przedstawia się jako środowisko budowane wokół haseł rozwoju, bezpieczeństwa i nowej wizji państwa. Rozwój Plus
Czy politycy wywodzący się z tego środowiska mogliby kiedyś znaleźć się w jednym bloku z KO i PSL? Według Marcina Borysa taki scenariusz warto brać pod uwagę.
Samborski ucina: Morawiecki? Wykluczone
Znacznie mniej entuzjazmu dla takiej politycznej konstrukcji ma poseł PSL Tadeusz Samborski. Podczas dożynek w Grzybianach Samborski stanowczo dementował możliwość dołączenia Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego do ewentualnego bloku KO-PSL.
Według niego taki wariant jest wykluczony.
Jeżeli natomiast wspólny blok miałby zostać poszerzony, znacznie bardziej realnym partnerem byłaby Polska 2050. I to właśnie ten scenariusz wydaje się dziś znacznie bardziej logiczny politycznie. PSL i Polska 2050 już raz sprawdziły formułę wspólnego startu. Z kolei współpraca PSL i KO trwa zarówno na poziomie rządowym, jak i w wielu samorządach.
Pozostaje jednak pytanie, które może zdecydować o wszystkim.
PSL nie pójdzie na listy KO za darmo
Wspólny start z KO mógłby być dla PSL politycznym zabezpieczeniem. Ale ludowcy nie mogą sobie pozwolić na sytuację, w której wspólna lista oznaczałaby w praktyce likwidację ich politycznej podmiotowości.
PSL ma świadomość, że większy partner dyktuje warunki. Dlatego przed ewentualnym podpisaniem porozumienia ludowcy musieliby otrzymać bardzo konkretne gwarancje dotyczące miejsc na listach wyborczych. Nie wystarczy kilka symbolicznych nazwisk. Nie wystarczy zapewnienie, że „znajdzie się miejsce dla dobrych kandydatów”. W polityce liczą się numery.
PSL pamięta lekcję z Kukizem. Samborski nie chce powtórki z 2019 roku?
W PSL są działacze, którzy przy okazji dzisiejszych rozmów o wyborczym sojuszu z KO przypominają Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i Tadeuszowi Samborskiemu lekcję z 2019 roku. Wtedy ludowcy poszli do wyborów w sojuszu z Kukiz’15. Efekt na Dolnym Śląsku był dla Samborskiego wyjątkowo bolesny – „jedynkę” na liście dostał Stanisław Żuk z Bogatyni, a Samborski musiał startować z drugiego miejsca. Mandatu nie zdobył.
Dziś historia może być dla ludowców przestrogą. Nie chodzi oczywiście o to, że KO jest Kukizem, a obecna sytuacja jest kopią tej sprzed siedmiu lat. Chodzi o mechanizm: kiedy PSL wchodzi w większy wyborczy układ, przy podziale miejsc na listach może okazać się, że interes partnera zaczyna być ważniejszy niż interes własnych działaczy. Właśnie dlatego wśród części działaczy PSL ma być dziś sporo ostrożności wobec pomysłu szerokiego bloku wyborczego.
Samborski zna tę historię z własnego doświadczenia. W 2019 roku jego środowisko próbowało przekonywać kierownictwo PSL do zmiany decyzji w sprawie miejsca na liście. Bezskutecznie. Sam Samborski mówił wówczas o daleko idącej ustępliwości wobec Pawła Kukiza. Ostatecznie to Stanisław Żuk otwierał listę, a Samborski wystartował z drugiego miejsca.
Co ciekawe, cztery lata później sytuacja się odwróciła. W 2023 roku Samborski dostał pierwsze miejsce listy Trzeciej Drogi w okręgu legnicko-jeleniogórskim i zdobył mandat poselski. PKW potwierdza, że został wybrany z pierwszego miejsca listy PSL–Polska 2050.
Połowa „jedynek” i „dwójek” dla Koalicji Obywatelskiej. Druga połowa dla PSL.
Tylko taki model dawałby ludowcom poczucie, że nie zostali zaproszeni na listy KO jako polityczny dodatek. Bo historia polskich koalicji pokazuje, że najwięcej problemów nie pojawia się podczas podpisywania porozumień. Zaczynają się wtedy, gdy trzeba układać listy.
Kto dostanie jedynkę w Legnicy? KO ma silniejsze sondaże i większe ambicje. PSL ma natomiast struktury, lokalnych samorządowców i polityków zakorzenionych w mniejszych miejscowościach. Obie strony mają więc coś, czego potrzebuje partner. Ale właśnie dlatego PSL musiałoby zabezpieczyć swoje interesy jeszcze przed rozpoczęciem kampanii.
Dolny Śląsk języczkiem u bram sojuszu ?
PSL może rozmawiać z KO na poziomie ogólnopolskim, a jednocześnie budować własną konstrukcję z.... Bezpartyjnymi Samorządowcami RobertaRaczyńskiego na Dolnym Śląsku. To oznacza, że ewentualne rozmowy z KO nie muszą oznaczać porzucenia projektu PSL–BS. Wręcz przeciwnie — Bezpartyjni mogą być dla PSL kartą przetargową w rozmowach z KO.
Jeżeli Kosiniak-Kamysz będzie negocjował z Tuskiem, może powiedzieć w uproszczeniu: nie jesteśmy skazani na KO, mamy możliwość budowania własnego bloku z samorządowcami. Jaki wariant ostatatecznie zatriumfuje ?
Dodaj komentarz