Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

„Emocje jak na Albatrosie”

JAŚKOWICE LEGNICKIE. Stara piłkarska prawda mówi, że gole są solą futbolu. Jeśli jej wierzyć, to w Jaśkowicach mogą konkurować z osławioną kopalnią w Wieliczce, bo tamtejszy Albatros wszedł w nowy sezon bardzo niecodziennie. Pierwszy rzut oka na tabelę nie zwiastuje niczego specjalnego, gdyż podopieczni Jacka Terpiłowskiego mają na koncie jedno „oczko” i bilans bramek 7:8. Zespół jakich wiele? Niekoniecznie. Albatros ma za sobą szalone starcia z rezerwami kolejno Kaczawy Bieniowice oraz Kuźni Jawor, w których, z różnym skutkiem, gonił wynik od stanu 0:3!

„Emocje jak na Albatrosie”

Na niższych szczeblach rozgrywkowych wyniki rodem z hokejowych tafli nie są dla nikogo zaskoczeniem, jednak to, co swoim kibicom serwują zawodnicy Albatrosa Jaśkowice wykracza poza znane na tym poziomie schematy.

Na wykłady z piłkarskiego rollercoastera zaprasza trener Terpiłowski i jego świta. Przedsezonowe sparingi w wykonaniu Albatrosa, delikatnie mówiąc, nie napawały optymizmem, ale wiadomo – przygotowania sobie, a liga sobie.

Pierwsze dwa starcia o punkty mogą być reklamą futbolu w A-klasowym wydaniu, bo w obu starciach było chyba wszystko, co kibice mogliby sobie wymarzyć. Gole? Całe mnóstwo. Emocje? Ogrom. Czerwone kartki? Sztuk trzy. Rzuty karne? W ofercie. Zwroty akcji? Proszę bardzo!

Jedyne czego może brakować, ale tylko kibicom Albatrosa, to happy end, ponieważ ich pupile najpierw ulegli rezerwom Kaczawy Bieniowice, a w ostatni weekend podzielili się punktami z Kuźnią II Jawor.
Przejdźmy do kulisów. Na inaugurację podopieczni Jacka Terpiłowskiego pojechali do Bieniowic i bardzo szybko zostali sprowadzeni na ziemię. Gospodarze w 42. minucie prowadzili 3:0, więc teoretycznie losy spotkania można było uznać za rozstrzygnięte.

Nie mający nic do stracenia Albatros wyszedł na drugą połowę w ustawieniu z trójką napastników, po kwadransie trafił do siatki, moment później strzelec gola obejrzał czerwoną kartkę, a grający w osłabieniu koledzy doprowadzili do remisu!

Z relacji kibiców wynika, że goście mieli apetyt na zgarnięcie pełnej puli, jednak zmarnowali doskonałe okazję by odwrócić losy spotkania i… zostali skarceni w jednej z ostatnich akcji meczu, ostatecznie przegrywając 4:3!

Gdyby był to jednorazowy wyskok, zapewne nikt nie rozwodziłby się nad Albatrosem, ale ten postanowił zaserwować kibicom powtórkę z rozrywki, dorzucając nieco dramaturgii i efektów specjalnych.

Scenariusz z pierwszego spotkania oczywiście się powtórzył. 44. minuta i 0:3 od rezerw Kuźni Jawor. Tuż po przerwie nadzieję dał Rafał Stasiński, ale wznawiający grę Rafał Majka uderzył bezpośrednio z połowy boiska, podwyższając na 4:1. Większość drużyn zapewne straciłaby ochotę na dalsze wojowanie, ale zaprawiony w boju Albatros ani myślał odpuszczać i w 68. minucie było już tylko 4:3 dla jaworzan. Moment później uskrzydleni gospodarze… zmarnowali rzut karny i wydawało się, że na pierwsze punkty przyjdzie im jeszcze poczekać. W ostatniej z regulaminowych minut Patryk Mysłowski z Kuźni obejrzał jeszcze czerwoną kartkę, a chwilę później do wyrównania doprowadził Wojciech Łotocki!

Trzeba przyznać, że emocjami z dwóch spotkań Albatrosa można obdzielić całą kolejkę, jednak w piłce najważniejsze są punkty, a tych podopieczni Jacka Terpiłowskiego nie mają zbyt wiele. Jedno „oczko” daje im dopiero trzynaste miejsce, lecz jest jeszcze zbyt wcześnie na podnoszenie alarmu, bo do rozegrania zostało wiele spotkań, które na pewno mocno przetasują ligową tabelę.

- Pierwszy mecz przegraliśmy 4:3, chociaż w mojej opinii sprawiedliwym rezultatem byłby tam remis, natomiast od rezerw Kuźni byliśmy drużyną lepszą. Przespaliśmy pierwszą połowę, ale w drugiej dominowaliśmy i jaworzanie właściwie nie potrafili nam zagrozić. Mimo to zdobyli kuriozalną bramkę, bo z połowy boiska trafił Rafał Majka. Mamy jeden punkt, ale powinniśmy mieć cztery. Na pewno chłopakom należą się brawa, bo nie każdy potrafiłby wstać z kolan przy 0:3 po pierwszej połowie, ale z drugiej strony musimy znaleźć jakąś receptę na te braki koncentracji przed przerwą. W pierwszym meczu mobilizowałem zespół, mówiłem, że te trzy gole są możliwe do odrobienia, ale tydzień później, w analogicznej sytuacji, ciężko dotrzeć do zawodników. Tyle lat człowiek kopie tą piłkę i z taką sytuacją jeszcze nie miałem okazji się spotkać – przyznał Jacek Terpiłowski.

W obu spotkaniach Albatros zmieniał taktykę i przy niekorzystnym wyniku zaczynał grać trzema napastnikami. Takie ustawienie to rzadkość, ale może w tym szaleństwie jest metoda? Trener klubu z Jaśkowic nie ukrywa, że rozważa grę takim systemem w najbliższym meczu przeciwko Bazaltowi Piotrowice.

Powiązane wpisy