Czarni potwierdzili swoją supremację (FOTO)
ROKITKI. Dzisiejszy dzień przyniósł szlagierowy pojedynek w III grupie legnickiej A-klasy, gdzie naprzeciw siebie stanęły dwie niepokonane dotąd ekipy. Przewodzący stawce Czarni Rokitki mieli na swoim koncie komplet zwycięstw, a będące w roli gościa rezerwy Górnika Złotoryja legitymowały się dziewięcioma wygranymi i jednym remisem. Choć na przerwę obaj golkiperzy schodzili z czystymi kontami, to po zmianie stron worek z bramkami został rozwiązany, jednak do siatki trafiali zawodnicy tylko jednego zespołu. Czarni wykonali kolejny kroczek w kierunku awansu, bo dzięki wygranej 4:0 mają już pięć „oczek” przewagi nad dzisiejszym rywalem i są blisko wyrównania ubiegłorocznego osiągnięcia Chojnowianki Chojnów.
Choć w Rokitkach mierzyły się dwie najlepsze dotąd ekipy, to śmiało można było gospodarzy uznawać za faworyta. Grali na swoim obiekcie, gdzie ostatni mecz ligowy przegrali w sierpniu ubiegłego roku, mieli na swoim koncie komplet zwycięstw, a dodatkowo równolegle swoje spotkanie grał pierwszy zespół Górnika, który wsparły kluczowe postaci rezerw – Jakub Tycel, Damian Kobza i Marcel Jankowski.
Na domiar złego, już po pięciu minutach gry kontuzji nabawił się obrońca, Sebastian Czaja. Mimo przeciwności, pierwszą połowę Górnik przetrwał bez straty gola, samemu również sprawdzając Marcina Krupę.
Wszystko, co warte uwagi miało miejsce po zmianie stron i dla złotoryjan przyjemne nie było. Ledwie kilka minut od wznowienia gry, na strzał z dystansu zdecydował się Karol Wojak, a piłka po obiciu jednego z defensorów gości kompletnie zmyliła bramkarza i wylądowała w siatce.
Dwa kolejne trafienia to efekt dobrze wykonanych rzutów rożnych, po których Łukasza Gębala pokonali Oskar Trojniarz i Konrad Cichoń. Były zawodnik Orlika Okmiany zakończył mecz z dwoma golami na koncie, ustalając wynik starcia strzałem przy bliższym słupku z okolic linii pola karnego.
- Pierwsza połowa nie wskazywała, że przegramy tak wysoko. Mecz był dość chaotyczny i nerwowy, chyba żadna z drużyn nie chciała się otworzyć w obawie przed stratą gola. Mimo naszych problemów, stworzyliśmy dwie okazje, jednak nie zdołaliśmy ich wykorzystać. W drugiej części spotkania przewaga Czarnych nie podlegała już dyskusji. Gospodarze szybko zdobyli dwie bramki, co podłamało mój zespół. Przestaliśmy grać w piłkę, a kiedy doszliśmy do głosu w polu karnym Rokitek, to wynik spotkania był już właściwie przesądzony. Nie chcemy szukać wytłumaczeń i bronić się tym, że mieliśmy kilka poważnych braków, więc pozostaje pogratulować zwycięzcom. Wygrał dziś zespół lepszy i posiadający więcej atutów piłkarskich – ocenił Jarosław Łuniewski.
- Mimo tak wysokiego wyniku, był to nasz najtrudniejszy mecz. Górnik wysoko zawiesił poprzeczkę i w mojej opinii, decydował tutaj pierwszy gol. Jego zdobywca zgarnąłby trzy punkty. Ta sztuka udała się nam, choć do przerwy trudno było wyrokować jak się sprawy potoczą, bo był to typowy mecz walki. Zaraz po powrocie na boisko otworzyliśmy wynik i Górnik musiał zaryzykować, by szukać wyrównania, co ułatwiło nam przebijanie ich defensywy – dodał Damian Pachura.
Czarni Rokitki - Górnik II Złotoryja 4:0 (0:0)
Wojak, Trojniarz, Cichoń x2
Górnik: Gębal – M. Czaja, S. Czaja (5. Pinczyński ), Baranowski, Franczak (Ostręga), Brewko, Drzewiecki (65. Gontarek), Wójcik, Kostrzewa (Jażdżyk), Głodowski (75. Kot), Noga
Czarni: Krupa – Wojak (80. Gronostal), Płachta, Darmoros, Sieroń, Bekacz, Trojniarz (85. Fedoszczak), Wołoszyn, Jędraszczyk (70. Romaniak), Ewkowski (60. Iwaniak), Sierpina (70. Szydełko).
Fot. Ewa Jakubowska
{gallery}galeria/wydarzenia/24-10-20-rokitki-gornik-II-zlotoryja-fot-ewajak{/gallery}