Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Sejmik na politycznym zakręcie. KARR uruchomił lawinę, a Morawiecki sprawdza granice wpływów na Dolnym Śląsku

DOLNY ŚLĄSK. Jeszcze kilka tygodni temu spór o przyszłość dolnośląskiego Sejmiku wydawał się przede wszystkim wewnętrzną sprawą koalicji tworzącej Zarząd Województwa. Dziś sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Sprawa Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, pytania o sposób rozdysponowania środków przeznaczonych na pomoc dla powodzian, kolejne decyzje personalne, stanowisko Klubu Koalicji Obywatelskiej, zapowiedź odwołania marszałka Pawła Gancarza przez grupę niezrzeszonych radnych oraz równoległa budowa przez Mateusza Morawieckiego samorządowego zaplecza na Dolnym Śląsku – wszystkie te wydarzenia zaczęły tworzyć jeden polityczny ciąg.

Sejmik na politycznym zakręcie. KARR uruchomił lawinę, a Morawiecki sprawdza granice wpływów na Dolnym Śląsku

Nie oznacza to jednak, że wszyscy jego uczestnicy grają o to samo. I właśnie to jest dziś najważniejsze.

Od pomocy dla powodzian do walki o władzę
Punktem zapalnym stała się KARR. W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o przypadkach udzielenia pomocy podmiotom, co do których powstały poważne pytania dotyczące spełnienia warunków otrzymania wsparcia. Sprawą zainteresowały się m.in. organy kontrolne i śledcze. 14 sierpnia Zarząd Województwa odwołał prezesa KARR Huberta Papaja oraz całą Radę Nadzorczą spółki. Wcześniej, 11 sierpnia, stanowisko wiceprezes KARR straciła Anna Konieczyńska. Zarząd Województwa tłumaczył swoje decyzje troską o transparentność działania spółki i zapowiedział audyt oraz współpracę z Prokuraturą, CBA, Ministerstwem Rozwoju i Technologii oraz BGK. Jednocześnie Prokuratura Europejska potwierdziła wszczęcie postępowania dotyczącego pożyczek powodziowych KARR. To wszystko oznacza, że sprawa KARR nie jest już wyłącznie medialnym sporem politycznym. Wymaga wyjaśnienia faktów, odpowiedzialności i sposobu działania instytucji, która miała pomagać ludziom poszkodowanym przez żywioł.

I właśnie od tego powinno rozpocząć się rozliczenie. Problem polega na tym, że bardzo szybko obok pytania „co wydarzyło się w KARR?” pojawiło się drugie: „kto będzie rządził Dolnym Śląskiem?”

KO pierwsza nacisnęła na zmiany
13 sierpnia Klub Koalicji Obywatelskiej w Sejmiku zażądał odwołania prezesa KARR, całej Rady Nadzorczej oraz przeprowadzenia niezależnego audytu. Następnego dnia Zarząd Województwa wykonał ten ruch. To wydarzenie ma znaczenie polityczne. KO jest bowiem największym klubem w Sejmiku i jednocześnie częścią koalicji, która współtworzy obecny Zarząd Województwa. Jej publiczne żądanie zmian w spółce oznaczało więc, że problem KARR przestał być tylko problemem opozycji czy mediów. Stał się wewnętrznym problemem obozu rządzącego województwem. W naturalny sposób pojawiło się pytanie, czy sprawa zakończy się na zmianach w KARR, czy też stanie się początkiem większego przesilenia. Odpowiedź (wsparcie ?) przyszła bardzo szybko.

Siedmiu niezrzeszonych rzuca wyzwanie marszałkowi
Grupa siedmiu niezrzeszonych radnych związanych politycznie ze środowiskiem Mateusza Morawieckiego zapowiedziała działania zmierzające do odwołania marszałka Pawła Gancarza i całego Zarządu Województwa. Podczas konferencji prasowej Krzysztof Mróz zapowiedział złożenie wniosku w tej sprawie. Jeżeli inicjatorzy chcą formalnie uruchomić procedurę odwołania marszałka potrzebują podpisów co najmniej jednej czwartej ustawowego składu Sejmiku. Przy 36 radnych oznacza to dziewięć podpisów. Samo odwołanie wymaga już co najmniej 3/5 ustawowego składu, czyli 22 głosów, w tajnym głosowaniu. Siedem osób może rozpocząć polityczną operację, ale nie jest w stanie samodzielnie jej przeprowadzić. Do odwołania marszałka potrzeba bowiem szerokiej większości. I dlatego od kilku dni dolnośląski Sejmik zaczął być postrzegany nie tylko jako miejsce debaty o polityce regionalnej, lecz również jako pole potencjalnej walki o zmianę układu sił.

Arytmetyka jest bezlitosna
Sejmik dolnośląski liczy 36 radnych oznacza to, że do wyboru nowego marszałka potrzeba 19 głosów – bezwzględnej większości ustawowego składu Sejmiku. Do odwołania obecnego marszałka potrzeba 22. Obecnie, jak widnieje na oficjalnej stronie Sejmiku największy klub KO ma 16 radnych, a wspiera go niezrzeszona Katarzyna Lubiniecka-Różyło, co łącznie daje 17 głosów. Koalicyjny klub PSL i Bezpartyjnych Samorządowców liczy 5 radnych, do czego należy ująć niezrzeszonego członka zarządu Natalię Gołąb, co łącznie daje 6 głosów. Klub PiS ma 6 radnych. W Sejmiku jest dziewięcioro radnych niezrzeszonych, z których 7 to radni usunięci w zeszłym roku przez prezesa Kaczyńskiego z klubu PiS.

W praktyce oznacza to, że po ewentualnym odwołaniu marszałka z PSL, radni klubu KO przy wsparciu wszystkich radnych niezrzeszonych mogliby stworzyć większość liczącą nawet 25 radnych. Taka większość, przy obecnej konstrukcji rządowej koalicji, po czasie mogłaby zostać wsparta też o głosy radnych PSL-BS, co w sumie dałoby większość mającą w dyspozycji 30 głosów. Czy koalicja KO-PSL-Rozwój Plus jest możliwa na Dolnym Śląsku ? Trudno dziś stwierdzić, bo do dziś nie został złożony wniosek o odwołania marszałka, nie wyobrażalne jest też to, że oficjalnie pod takim wnioskiem podpisze się ktokolwiek z klubu KO – tajne głosowanie ws odwołania marszałka z PSL to byłoby już coś zupełnie innego na co nawet Donald Tusk nie miałby wpływu.

Radni KO mają własny interes
Nie jest tajemnicą, że już przy tworzeniu obecnego Zarządu Województwa KO miała ambicję odegrania większej roli. Jej kandydatem na marszałka był Michał Jaros. Ostatecznie stanowisko objął Paweł Gancarz z PSL. KO pozostała największym klubem, ale nie otrzymała stanowiska marszałka, a w pięcioosobowym Zarządzie Województwa ma obecnie jedynie dwóch przedstawicieli. To od początku tworzyło specyficzny układ. Największy klub nie kontroluje stanowiska marszałka, natomiast mniejszy partner koalicyjny ma najważniejszą funkcję w województwie. Dopóki koalicja działała, można było uznać to za cenę politycznego kompromisu. KARR pokazał jednak, że kompromis może mieć swoje granice. Jeżeli bowiem doszłoby do realnego kryzysu większości, KO znalazłaby się przed „trudnym” wyborem: bronić dotychczasowego układu z PSL i Bezpartyjnymi Samorządowcami albo wykorzystać sytuację do zwiększenia własnego wpływu na Zarząd Województwa i wspólnie z radnymi Morawieckiego doprowadzić do korzystnych dla siebie zmian. I właśnie dlatego obecne wydarzenia są znacznie ciekawsze niż sam spór o jedną spółkę.

„Czas męskich decyzji”
Atmosferę dodatkowo podgrzała wypowiedź Elżbiety Witek. 18 sierpnia 2026 roku, podczas konferencji prasowej przed legnickim Ratuszem, poświęconej sprawie pomocy dla powodzian, wiceprezes PiS Elżbieta Witek odniosła się również do sytuacji w dolnośląskim Sejmiku. Mówiąc o grupie niezrzeszonych radnych, którzy zapowiedzieli złożenie wniosku o odwołanie marszałka, przypominając, że część z nich nadal jest w PiS, wezwała ich do podjęcia decyzji co do swojej przyszłości, padły słowa: „Zbliża się czas męskich decyzji i postawienia sprawy jasno, w czyjej drużynie chce grać dalej!” To mocne zdanie dobrze oddaje temperaturę obecnego sporu. Warto zauważyć coś ważnego: Klub PiS nie jest uczestnikiem inicjatywy siedmiu niezrzeszonych radnych zmierzającej do odwołania marszałka. I tutaj pojawia się zasadnicza różnica.

PiS: najpierw fakty, potem polityczne konsekwencje
W ostatnich dniach Klub Radnych PiS przyjął stanowisko wyraźnie odmienne od logiki „kto z kim”.
17 sierpnia przewodniczący Klubu Piotr Karwan skierował do Zarządu Województwa pismo, w którym zwrócił się o niezwłoczne udostępnienie radnym wyników kontroli, audytów i postępowań sprawdzających dotyczących KARR, które legły u podstaw decyzji o odwołaniu władz spółki. Klub wyraźnie zaznaczył, że chce poznać fakty i dokumenty, aby rzetelnie ocenić skalę nieprawidłowości oraz odpowiedzialność. To stanowisko zostało następnie rozwinięte w apelu Klubu PiS z 20 sierpnia. Klub PiS zwrócił uwagę, że na Dolnym Śląsku nadal są osoby poszkodowane przez powódź, które nie otrzymały właściwej pomocy. Zażądał pełnej transparentności oraz niezwłocznego zwołania sesji Sejmiku, podczas której Zarząd Województwa i Wojewoda Dolnośląski mieliby przedstawić rzetelne informacje dotyczące nieprawidłowości w dystrybucji pomocy dla powodzian, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji w KARR. To jest zupełnie inna logika niż ta, którą obserwujemy w przypadku politycznej walki o zmianę większości, którą przy obecnej arytmetyce sejmikowej wygranym może być jedynie KO. PiS mówi: pokażcie dokumenty, wyjaśnijcie, co się wydarzyło, odpowiedzcie mieszkańcom i ustalcie odpowiedzialność. Właśnie dlatego trudno dzisiaj stawiać znak równości pomiędzy Klubem PiS a grupą siedmiu niezrzeszonych radnych, których działania (świadomie bądź nie) zmierzają do wsparcia Koalicji Obywatelskiej.

Spotkanie z marszałkiem też jest sygnałem
Jeszcze jeden element tej układanki jest wart odnotowania. Przedstawiciele Klubu PiS – przewodniczący Piotr Karwan i wiceprzewodnicząca Małgorzata Calińska-Mayer – spotkali się pod koniec zeszłego tygodnia z marszałkiem Pawłem Gancarzem. Rozmowa dotyczyła bieżących spraw ważnych dla Dolnego Śląska, w szczególności ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, promocji rodziny i dzietności, ale także innych kwestii znajdujących się obecnie w centrum zainteresowania opinii publicznej. To ważne, bo w atmosferze coraz ostrzejszej walki politycznej pokazuje, że można jednocześnie krytycznie oceniać działania Zarządu Województwa i prowadzić rozmowy w sprawach ważnych dla mieszkańców.

Morawiecki buduje własną drużynę
Na sejmikową układankę nakłada się jeszcze jeden proces: coraz bardziej widoczna aktywność Mateusza Morawieckiego na Dolnym Śląsku. 21 sierpnia były premier ogłosił dołączenie do Stowarzyszenia Rozwój Plus dziesięciu samorządowców z Zagłębia Miedziowego. Wśród wymienionych znaleźli się m.in. wójtowie i burmistrzowie z regionu. Morawiecki określił ten proces jako rozwijającą się „ofensywę”. To już nie jest wyłącznie działalność ogólnopolska. To próba budowania lokalnego zaplecza. I może się okazać, że właśnie Dolny Śląsk będzie jednym z ważniejszych miejsc testowania tego projektu. Problem polega jednak na tym, że samorządowcy niekoniecznie chcą być politykami krajowymi.

Samorządowiec patrzy na sprawy inaczej
Dla wójta czy burmistrza najważniejsza jest droga, szkoła, kanalizacja, transport, inwestycje, bezpieczeństwo, pozyskanie środków i rozwój lokalnej gospodarki. Dlatego wielu lokalnych samorządowców świadomie utrzymuje dobre relacje z politykami różnych środowisk.

Bardzo wyraźnie pokazało to oświadczenie Norberta Grabowskiego, wójta Gminy Lubin, który w reakcji na publikacje medialne zaznaczył, że nie przystąpił do żadnego stowarzyszenia, nie złożył deklaracji politycznej ani partyjnej i nie zamierza tego robić. Jednocześnie podkreślił, że jako samorządowiec rozmawia z przedstawicielami różnych środowisk politycznych i będzie to robił również w przyszłości, ponieważ jego zobowiązaniem są mieszkańcy gminy.

To bardzo charakterystyczne stanowisko. Samorządowiec może spotkać się z Mateuszem Morawieckim. Może rozmawiać z parlamentarzystami PiS. Może spotkać się z marszałkiem Gancarzem. Może rozmawiać z politykami KO. I nie musi to oznaczać, że chce być częścią którejkolwiek z tych politycznych drużyn.

Czy walka o Sejmik pomoże Morawieckiemu?
Tu pojawia się najciekawszy paradoks. Rozwój Plus potrzebuje samorządowców, którzy są lokalnie wiarygodni, mają własny mandat społeczny i nie są postrzegani wyłącznie jako partyjni działacze.
Tymczasem grupa radnych kojarzonych ze środowiskiem Morawieckiego właśnie rozpoczęła otwartą walkę z marszałkiem Gancarzem. Jeżeli spór będzie dotyczył rzeczywistych nieprawidłowości, odpowiedzialności za publiczne pieniądze i konieczności rozliczenia osób odpowiedzialnych za błędy, może spotkać się z szerokim społecznym poparciem. Jeżeli jednak szybko zamieni się, może już jest, klasyczną walką o stołki, wpływy i przejęcie Zarządu Województwa, może mieć zupełnie inny efekt.

Dla części samorządowców sygnał może być prosty:
nie chcemy być częścią wojny o marszałkowski fotel i o stołku w wojewódzkich spółkach.
I właśnie dlatego otwarta walka o władzę w Sejmiku może jednocześnie wzmacniać polityczne znaczenie Morawieckiego i utrudniać mu budowanie szerokiego, samorządowego zaplecza.
To paradoks, którego nie można lekceważyć.

Kto naprawdę jest zainteresowany zmianą?
Dzisiaj warto więc rozdzielić kilka procesów. Koalicja Obywatelska zażądała zmian w KARR i przeprowadzenia audytu. Jej działania mogą mieć konsekwencje dla relacji wewnątrz obecnej koalicji. Siedmiu niezrzeszonych radnych wzmocniło żądanie radnych KO idąc dalej i zapowiedziało próbę odwołania marszałka i całego Zarządu Województwa na czym najbardziej zależy dziś KO, które jako jedyny klub ma wystarczającą ilość głosów do przeprowadzenia takiej zmiany.

Środowisko Mateusza Morawieckiego buduje równolegle własne struktury i zaplecze wśród samorządowców. PSL i Bezpartyjni Samorządowcy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, jak długo obecny układ jest w stanie przetrwać polityczne turbulencje. A Klub Prawa i Sprawiedliwości – przynajmniej obecnie – nie bierze udziału w wyścigu o stanowiska. Domaga się dokumentów, kontroli, transparentności i odpowiedzi na pytanie, dlaczego osoby poszkodowane przez powódź nadal czekają na właściwą pomoc, a inni chodź szkód nie ponieśli, pomoc taką otrzymali? Z punktu widzenia polityki krajowej niewyobrażalne jest aby PiS wsparł KO na Dolnym Śląsku, co w przypadku stowarzyszenia Rozwój Plus nie jest to już takie oczywiste. W przypadku braku sukcesu w przyszłych wyborach parlamentarnych uczestnictwo w rządzeniu Dolnym Śląskiem byłoby dla środowiska Morawieckiego jakimś sukcesem. Jeżeli formalny wniosek o odwołanie marszałka zostanie złożony, Klub PiS będzie musiał podjąć decyzję, obecnie jednak wniosek taki jest jedynie w przestrzeni życzeniowo-medialnej, również jego inicjator Krzysztof Mróz wraz z pozostałymi sześcioma niezrzeszonymi radnymi - milczy w tej sprawie.

Najważniejsze pytanie nie brzmi jeszcze: kto zostanie marszałkiem?
W całej tej historii łatwo zgubić najważniejszy punkt. Mieszkańcy Dolnego Śląska, szczególnie ci, którzy ucierpieli podczas powodzi, mają prawo wiedzieć, co wydarzyło się z pieniędzmi przeznaczonymi na pomoc. Mają prawo wiedzieć, dlaczego doszło do kolejnych zmian personalnych w KARR. Mają prawo wiedzieć, jakie ustalenia doprowadziły do odwołania wiceprezes, prezesa i całej Rady Nadzorczej. I mają prawo oczekiwać, że pomoc rzeczywiście trafi do tych, którzy jej potrzebują.

Dlatego apel Klubu PiS o niezwłoczne zwołanie sesji Sejmiku i przedstawienie radnym oraz opinii publicznej informacji o sytuacji w KARR jest czymś więcej niż kolejnym politycznym stanowiskiem. Jest próbą przywrócenia właściwej kolejności: najpierw fakty, później odpowiedzialność, a dopiero na końcu polityczne konsekwencje. Bo jeśli sprawa KARR ma doprowadzić do zmian w dolnośląskim Sejmiku, mieszkańcy powinni wiedzieć, czy te zmiany wynikają z rzeczywistej potrzeby wyciągnięcia odpowiedzialności, czy też stały się okazją do przebudowy politycznego układu.
To dwie zupełnie różne rzeczy.

Dolnośląski Sejmik wszedł w okres próby
Na razie nie wiadomo, czy obecny Zarząd Województwa przetrwa polityczne turbulencje. Nie wiadomo, czy siedmiu niezrzeszonych radnych zdobędzie wymagane podpisy. Nie wiadomo, jak zachowa się KO, jeżeli wniosek rzeczywiście zostanie złożony. Nie wiadomo też, jak długo PSL i Bezpartyjni Samorządowcy będą w stanie utrzymać obecny układ. Jedno jest natomiast pewne. Sprawa KARR przestała być sprawą jednej spółki. Stała się testem odpowiedzialności władz województwa, testem trwałości koalicji, testem politycznych ambicji środowiska Mateusza Morawieckiego i – być może przede wszystkim – testem tego, czy dolnośląska polityka potrafi postawić interes mieszkańców ponad walkę o stanowiska.

Słowa Elżbiety Witek o „męskich decyzjach” mogą więc w najbliższych tygodniach nabrać bardzo konkretnego znaczenia. Przyjdzie czas, kiedy każdy będzie musiał odpowiedzieć sobie, czy chodzi o wyjaśnienie sprawy KARR i pomoc dla powodzian, czy o zmianę politycznego układu w województwie i o stołki. A może – co również jest możliwe – jedno i drugie. Na razie jednak jedynym środowiskiem, które publicznie i konsekwentnie mówi: najpierw pokażcie dokumenty i wyjaśnijcie sprawę, pozostaje Klub PiS. I być może właśnie dlatego jego rola w tej historii okaże się (może już jest?) większa, niż sugerowałaby sama liczba sześciu radnych. Bo kiedy inni zaczynają liczyć głosy potrzebne do zmiany władzy, ktoś musi jeszcze policzyć tych, którzy czekają na pomoc i pomocy tej im udzielić.

Dodaj komentarz

Wyślij