Wiesław Wabik - powrót starego gracza i człowiek, który nie zniknął z polkowickiej układanki
POLKOWICE. W Polkowicach trudno mówić o lokalnej polityce bez nazwiska Wiesława Wabika, ponieważ jego pozycję budowały nie jedna kampania i nie jedna kadencja, lecz kilkadziesiąt lat obecności w samorządzie, znajomość miasta, lokalnych środowisk oraz ludzi, którzy przez lata współtworzyli polkowicką politykę. Wabik po raz kolejny objął urząd burmistrza w 2024 roku, wracając do ratusza po kilku latach przerwy i pokonując w drugiej turze Romana Rozmysłowskiego, co było jednym z bardziej charakterystycznych politycznych powrotów w samorządach Zagłębia Miedziowego.
Ten powrót jest jednak dopiero początkiem kolejnego rozdziału, ponieważ Wabik będzie musiał bardzo uważać, aby historia nie zatoczyła koła. Przed laty został przecież zburzony z pozycji wieloletniego gospodarza Polkowic, kiedy w 2018 roku stracił urząd na rzecz Łukasza Puźnieckiego, a dzisiaj, mimo ponownego zdobycia ratusza, musi liczyć się z tym, że coraz więcej osób będzie chciało dokonać tego samego po raz drugi. Różnica polega jednak na tym, że tym razem Wabik ma możliwość przygotowania się do tej walki znacznie wcześniej, ponieważ jako urzędujący burmistrz będzie mógł przez całą kadencję budować swoją pozycję, pokazywać efekty pracy i przygotowywać argumenty do kolejnych wyborów.
Wabik już raz stracił władzę
Historia Wabika jest o tyle interesująca, że nie jest to polityk, który swoją pozycję zbudował wyłącznie dzięki jednemu wyborczemu zwycięstwu. Przez trzy kadencje, w latach 2006-2018, kierował Polkowicami, wcześniej przez lata pracował w samorządzie na różnych stanowiskach, a nawet po odejściu z funkcji burmistrza nie zniknął z lokalnej polityki, pozostając radnym i aktywnym uczestnikiem życia publicznego miasta. Dzięki temu jego nazwisko przez cały czas pozostawało obecne w świadomości mieszkańców, co niewątpliwie pomogło mu w późniejszym powrocie do ratusza.
W 2024 roku Wabik wykorzystał tę rozpoznawalność, doświadczenie oraz istniejące zaplecze i ponownie wygrał wybory, pokonując w drugiej turze Romana Rozmysłowskiego. Był to dowód na to, że lokalny wyborca potrafi po kilku latach ponownie zaufać politykowi, który wcześniej przegrał, jeżeli ten zachowa odpowiednią pozycję, relacje i rozpoznawalność.
Nie można jednak zapominać, że skoro Wabik raz został odsunięty od władzy, to jego przeciwnicy wiedzą już, że nie jest politykiem nie do pokonania. Właśnie dlatego najbliższe lata mogą być dla niego okresem nieustannego budowania przewagi, ponieważ jego potencjalni rywale będą mieli wystarczająco dużo czasu, aby przygotować własne kandydatury, zbudować zaplecze i przekonać mieszkańców, że po raz kolejny nadszedł czas na zmianę w polkowickim ratuszu.
Największą przewagą Wabika będzie możliwość ubiegania się o kolejną kadencję
Wabik ma jednak coś, czego nie będą mieli jego potencjalni przeciwnicy - możliwość startu z pozycji urzędującego burmistrza. Jeżeli obecne przepisy dotyczące kadencyjności włodarzy pozostaną bez zmian, będzie mógł ubiegać się o kolejną kadencję, co oznacza, że w przeciwieństwie do konkurentów nie będzie musiał dopiero budować przekazu, że jest człowiekiem gotowym do zarządzania miastem, ponieważ przez pięć lat będzie mógł pokazywać mieszkańcom efekty własnych decyzji.
To bardzo istotna przewaga w kampanii samorządowej, ponieważ wyborcy znacznie łatwiej oceniają osobę, którą już znają i której sposób rządzenia mieli okazję obserwować, niż kandydata, który dopiero przedstawia swoje pomysły i obiecuje, że po wyborach będzie działał skuteczniej. Wabik będzie mógł więc w kolejnej kampanii odwoływać się nie tylko do doświadczenia z poprzednich kadencji, ale przede wszystkim do tego, co wydarzyło się w Polkowicach w czasie jego najnowszej kadencji.
Ta przewaga będzie jednak działała w obie strony, ponieważ urzędujący burmistrz nie może już uciec od odpowiedzialności za sytuację w mieście. Każda niezrealizowana inwestycja, każda kontrowersyjna decyzja, każdy problem mieszkańców czy każda obietnica, której nie udało się spełnić, stanie się potencjalnym argumentem jego przeciwników. W 2029 roku Wabik nie będzie już kandydatem powracającym do ratusza, lecz gospodarzem miasta, który będzie musiał rozliczyć się przed mieszkańcami z pięciu lat własnych rządów.
Chętnych do ponownego zrzucenia go z tronu będzie coraz więcej
I właśnie dlatego trudno zakładać, że Wabik będzie mógł spokojnie czekać na kolejne wybory. Im bliżej będzie następnej kampanii, tym więcej środowisk zacznie zastanawiać się nad tym, kto może rzucić mu wyzwanie, a potencjalnych przeciwników jest już dziś więcej niż jeden.
Jednym z interesujących nazwisk pozostaje Marek Staroń, którego pozycja w środowisku PSL stopniowo rośnie i który może być jednym z ludzi, na których ludowcy zdecydują się postawić, jeżeli będą chcieli mocniej zaznaczyć swoją obecność w polkowickim samorządzie. Nie oznacza to oczywiście, że Staroń już dzisiaj jest przesądzonym kandydatem na burmistrza, jednak jego rosnąca aktywność sprawia, że warto obserwować, czy PSL będzie chciało zbudować w Polkowicach własny projekt polityczny, zdolny do rywalizacji z obecnym układem.
Swojego kandydata zapewne będzie chciała znaleźć również Koalicja Obywatelska( Nester?), ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby ugrupowanie, które w ostatnich latach umacnia swoją pozycję w regionie, całkowicie odpuściło walkę o jeden z ważniejszych samorządów Zagłębia Miedziowego. Dla KO kluczowe będzie jednak znalezienie osoby, która nie będzie wyłącznie kandydatem partyjnym, lecz będzie posiadała własną rozpoznawalność, lokalne relacje i przekonujący pomysł na rozwój Polkowic.
Nie można również wykluczyć udziału Prawa i Sprawiedliwości, które także może uznać, że walka o Polkowice jest zbyt ważna, aby z niej rezygnować. W przypadku PiS istotną rolę będzie odgrywała specyfika lokalnego środowiska, ponieważ sam partyjny szyld może nie wystarczyć do pokonania doświadczonego burmistrza, ale jeżeli partia znajdzie osobę posiadającą własne zaplecze i zdolną do prowadzenia szerokiej kampanii, może stać się jednym z ważniejszych uczestników przyszłej rywalizacji.
Jest Lewica( Przemek MAJEWICZ) z szerokim wsparcie związkowców KGHM...
Ostatniego słowa nie powiedzieli jeszcze Bezpartyjni Samorządowcy
W całej układance nie można również pominąć Bezpartyjnych Samorządowców, których znaczenie w regionie przez lata było zdecydowanie większe niż wynikałoby to z ogólnopolskiej pozycji tego środowiska. Bezpartyjni posiadają doświadczenie w samorządach, własnych ludzi i znajomość lokalnej polityki, dlatego ich całkowite wycofanie się z walki o Polkowice byłoby zbyt pochopnym założeniem. Jeżeli w odpowiednim momencie znajdą kandydata, który będzie potrafił połączyć lokalną rozpoznawalność z samorządowym doświadczeniem, mogą stać się jednym z poważniejszych zagrożeń dla Wabika.
Nie można również wykluczyć scenariusza, w którym przeciwko Wabikowi nie stanie jeden oczywisty następca, lecz kilka różnych środowisk, z których każde będzie próbowało zagospodarować inną część elektoratu. Dla urzędującego burmistrza byłaby to sytuacja wymagająca szczególnej ostrożności, ponieważ nawet bardzo silna pozycja może zostać osłabiona przez pojawienie się kilku konkurencyjnych projektów politycznych.
Emilian Stańczyszyn - człowiek, którego nie można pominąć
Mówiąc o politycznej pozycji Wabika, nie można pominąć Emiliana Stańczyszyna, ponieważ jego rola w polkowickiej układance jest znacznie większa, niż mogłoby wynikać z samego stanowiska, które obecnie zajmuje. Stańczyszyn przez lata był jednym z ważnych ludzi lokalnego samorządu, zna jego mechanizmy, ludzi oraz środowiska, a jego relacja z Wabikiem sięga znacznie dalej niż ostatnia kampania wyborcza.
To właśnie Stańczyszyn odegrał istotną rolę w politycznym powrocie Wabika, a jego środowisko było ważnym elementem konstrukcji, dzięki której były burmistrz ponownie znalazł się w ratuszu. Nie był to więc wyłącznie indywidualny powrót człowieka, który postanowił po kilku latach ponownie wystartować w wyborach, lecz efekt funkcjonowania lokalnego środowiska, które posiada własnych ludzi, relacje i doświadczenie.
Stańczyszyn nie musi być dzisiaj na pierwszym planie, aby pozostawać istotnym elementem tej układanki, ponieważ jego znaczenie wynika przede wszystkim ze znajomości lokalnej polityki i zdolności do budowania zaplecza. Wabik jest oczywiście twarzą obecnego układu, ponieważ to on sprawuje urząd burmistrza i bierze na siebie polityczną odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez gminę, ale za funkcjonowaniem każdego silnego lokalnego środowiska stoją również ludzie, którzy potrafią organizować struktury i utrzymywać relacje.
Jeżeli Wabik będzie chciał walczyć o kolejną kadencję, właśnie takie zaplecze będzie mu potrzebne, ponieważ samo nazwisko może nie wystarczyć do zwycięstwa w sytuacji, w której kilka środowisk politycznych zacznie wspólnie lub niezależnie przygotowywać kampanię przeciwko urzędującemu burmistrzowi. Stańczyszyn, ze swoim doświadczeniem, może być w takim scenariuszu jednym z ludzi, których roli nie należy lekceważyć.
Druga kadencja może być trudniejsza niż powrót
Paradoksalnie Wabik może mieć przed sobą trudniejsze zadanie niż w 2024 roku, mimo że będzie startował z dużo silniejszej pozycji. Wówczas mógł odwoływać się do swojej wcześniejszej historii, doświadczenia i przekonania części mieszkańców, że po kilku latach przerwy powinien ponownie objąć stery miasta. W kolejnych wyborach będzie musiał natomiast przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, co zrobił w czasie swojej nowej kadencji i dlaczego mieszkańcy powinni powierzyć mu kolejne pięć lat.
To oznacza, że jego największym politycznym zadaniem będzie nie tylko zarządzanie Polkowicami, ale również konsekwentne budowanie bilansu swojej kadencji. Każda ważna inwestycja, rozwiązany problem czy zdobyte środki mogą stać się argumentem przemawiającym za jego pozostaniem na stanowisku, natomiast każda niewykorzystana szansa czy konflikt będzie mogła zostać wykorzystana przez konkurentów, którzy z pewnością będą starali się pokazać, że po pięciu latach potrzebna jest zmiana.
Wabik będzie więc musiał przez całą kadencję pamiętać, że kampania wyborcza nie rozpocznie się kilka miesięcy przed wyborami, lecz trwa od pierwszego dnia jego urzędowania. Każda decyzja będzie mogła kiedyś wrócić w kampanii, a sposób komunikowania sukcesów i problemów będzie miał znaczenie równie duże jak same decyzje podejmowane w ratuszu.
Wabik ma tron, ale kolejka po niego będzie coraz dłuższa
Dzisiaj Wiesław Wabik jest bez wątpienia jednym z najważniejszych ludzi polkowickiego samorządu, a jego powrót do ratusza pokazał, że polityczna kariera w samorządzie może mieć drugie, a nawet kolejne życie. Ma doświadczenie, rozpoznawalność, możliwość ubiegania się o kolejną kadencję oraz środowisko, którego jednym z ważniejszych ludzi pozostaje Emilian Stańczyszyn, dlatego byłoby błędem zakładać, że ktokolwiek będzie miał łatwą drogę do odebrania mu władzy.
Jednocześnie Wabik powinien pamiętać, że jego powrót do ratusza nie zakończył rywalizacji, lecz ją rozpoczął na nowo. Z każdym rokiem mogą pojawiać się kolejni potencjalni rywale, a wśród nich ludzie związani z PSL, Koalicją Obywatelską, Lewicą, Prawem i Sprawiedliwością czy Bezpartyjnymi Samorządowcami, którzy będą chcieli przekonać mieszkańców, że Polkowice potrzebują nowego gospodarza.
Wabik ma więc dzisiaj tron, ale chętnych do ponownego zrzucenia go z niego będzie prawdopodobnie coraz więcej. To, czy obroni swoją pozycję, będzie zależało nie tylko od jego osobistej popularności, lecz także od tego, czy wraz z Emilianem Stańczyszynem zdoła utrzymać silne lokalne zaplecze oraz przekonać mieszkańców, że doświadczenie, które pozwoliło mu wrócić do ratusza, jest również najlepszym argumentem za tym, aby pozostał w nim na kolejną kadencję.
Dodaj komentarz