Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Piotr Borys: czy ma szansę zostać liderem Lubina?

LUBIN.  Piotr Borys jest jednym z tych polityków Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego, których kariery pokazują, jak bardzo można oddalić się od lokalnej polityki, a jednocześnie nigdy całkowicie nie stracić związku z regionem. Lubinianin. Były radny Lubina. Były wicemarszałek województwa. Europoseł. Poseł. Wiceminister. Człowiek, który przez kilka lat kierował krajowym biurem Platformy Obywatelskiej.

Piotr Borys:  czy ma szansę zostać liderem Lubina?

Lista stanowisk robi wrażenie. Ale właśnie dlatego historia Borysa jest ciekawa. Bo im większą robił karierę w Warszawie i Brukseli, tym bardziej zmieniała się jego relacja z Lubinem. Dziś stoi przed pytaniem, na które odpowiedź może zdecydować o jego miejscu w lokalnej polityce na kolejne lata: czy Piotr Borys jest jeszcze politykiem Lubina, czy przede wszystkim politykiem krajowym, który z Lubina pochodzi?

Zaczynał właśnie tutaj
Borys nie jest przybyszem z Warszawy, który nagle zainteresował się Zagłębiem Miedziowym.
Jego polityczna kariera zaczęła się w Lubinie. W 1998 roku został radnym miejskim i członkiem zarządu miasta. Później przeszedł do samorządu województwa, gdzie był radnym, członkiem zarządu, a następnie wicemarszałkiem Dolnego Śląska. W 2009 roku został europosłem, a od 2019 roku jest posłem na Sejm. W grudniu 2023 roku objął stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki. To oznacza, że Borys przeszedł praktycznie całą ścieżkę polityczną. Od rady miejskiej do rządu. I właśnie to jest jego największym kapitałem. Ale jednocześnie - paradoksalnie - może być również jego problemem.

Lubin był początkiem, ale nie stał się jego jedynym centrum

Borys przez lata rozwijał się przede wszystkim poza Lubinem. Najpierw województwo. Później Parlament Europejski. Następnie Warszawa. W latach 2016-2019 kierował nawet Biurem Krajowym Platformy Obywatelskiej. To już nie była lokalna polityka. To był poziom, na którym decyzje dotyczące całej partii zapadały w Warszawie. Później doszedł mandat poselski, a po zmianie władzy w 2023 roku również stanowisko wiceministra. Borys znalazł się więc w miejscu, do którego większość lokalnych polityków nigdy nie dociera.

I wtedy pojawia się pytanie: co zostaje z lokalnego polityka, kiedy przez kilkanaście lat działa przede wszystkim na poziomie krajowym?
Lubin jednak cały czas pozostawał jego bazą

Wyniki wyborów pokazują, że Borys nie stracił w regionie całkowicie swojej pozycji. W wyborach parlamentarnych w 2023 roku zdobył 44 912 głosów. W samym Lubinie zagłosowało na niego 8899 osób - 23,36 proc. wszystkich ważnych głosów oddanych na kandydatów w mieście. W powiecie lubińskim jego wynik był jeszcze mocniejszy. To bardzo dużo. Ale warto spojrzeć na te liczby w odpowiednim kontekście. W wyborach parlamentarnych Borys potrafi być jednym z najmocniejszych polityków regionu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbuje przekuć tę pozycję na bezpośrednią władzę w Lubinie. I właśnie dlatego wybory samorządowe 2024 roku były dla niego tak ważnym testem.

Najważniejszy powrót - prezydentura Lubina

W 2024 roku Borys zdecydował się na ruch, który można było odczytać jako próbę powrotu do lokalnej polityki na najwyższym poziomie. Wystartował na prezydenta Lubina. Nie jako kandydat samej Platformy. Jego komitet był wspierany przez szerokie środowisko KO, Polski 2050, PSL i Lewicy. To był poważny projekt. Borys miał nazwisko. Miał mandat poselski. Miał zaplecze partyjne. Miał doświadczenie w samorządzie. Miał dostęp do Warszawy. Miał również argument, że zna Lubin od środka. A mimo to wynik pokazał, jak trudne jest przełamanie systemu Roberta Raczyńskiego. Raczyński wygrał już w pierwszej turze. Borys zdobył 28,67 proc., a Michał Kielan 10,37 proc. To nie był więc pojedynek dwóch równorzędnych kandydatów.

Raczyński wygrał z dużą przewagą. To był moment, w którym Lubin wysłał ważny sygnał Wynik wyborów można interpretować bardzo prosto. Piotr Borys miał dostęp do Warszawy. Robert Raczyński miał dostęp do mieszkańców. I w wyborach samorządowych wygrało to drugie. To jest być może najważniejsza lekcja z całej kariery Borysa. Wielka polityka nie zawsze przekłada się na lokalną władzę. Można być wiceministrem. Można być europosłem. Można znać ministrów i liderów partyjnych. Można mieć za sobą lata doświadczenia. Ale jeżeli naprzeciwko stoi polityk, który od dekad codziennie funkcjonuje w lokalnej społeczności, zdobycie miasta może okazać się znacznie trudniejsze, niż wynikałoby to z jego ogólnopolskiej pozycji.

Borys i Raczyński - dwa zupełnie różne modele polityki

To chyba najciekawsze zestawienie w Lubinie. Piotr Borys zbudował karierę od dołu do góry. Rada miejska. Sejmik. Wicemarszałek. Europarlament. Sejm. Rząd. Robert Raczyński zrobił coś odwrotnego. Pozostał w mieście. Budował lokalny system. Tworzył własne zaplecze. Przez lata wzmacniał swoją pozycję. I kiedy obaj spotkali się w wyborach prezydenckich, przewagę miał ten, który nigdy nie przestał być lokalnym politykiem. To nie oznacza, że Borys jest politycznie słaby. Wręcz przeciwnie. Oznacza, że jego siła jest innego rodzaju.

Borys ma coś, czego Raczyński nie ma
Jeżeli Raczyński jest silny lokalnie, Borys ma ogromny kapitał ogólnopolski. Jako sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki może wpływać na decyzje dotyczące programów rządowych i finansowania sportu. I potrafi przekładać to na region. W sierpniu 2025 roku jako wiceminister odwiedził Lubin, Legnicę i Głogów, ogłaszając środki dla akademii piłkarskich. Zagłębie Lubin otrzymało ponad 532 tys. zł, Chrobry Głogów prawie 368 tys. zł, a Miedź Legnica ponad 256 tys. zł. Łącznie kluby z Zagłębia Miedziowego otrzymały ponad 1,15 mln zł. To pokazuje jego drugą twarz. Borys może być dla regionu łącznikiem z Warszawą. I to jest jego największy argument w starciu o lokalne wpływy.

Ale czy mieszkańcy głosują na łącznika z Warszawą?
To już zupełnie inne pytanie. W wyborach parlamentarnych - tak. W wyborach samorządowych - niekoniecznie. Bo mieszkaniec Lubina wybierający prezydenta miasta nie zastanawia się przede wszystkim nad tym, kto ma lepsze kontakty w ministerstwach. Patrzy na to, kto jest bliżej miasta. Kto zna jego problemy. Kto jest obecny. Kto codziennie pojawia się w lokalnej przestrzeni.
I tutaj Borys zawsze będzie miał trudniejszą sytuację niż polityk, który przez lata budował lokalną markę.

Czy Borys przypomina sobie o Lubinie przed wyborami? To jest pytanie, które może być dla niego niewygodne, ale właśnie dlatego warto je postawić. Borys ma pełne prawo powiedzieć, że jest lubinianinem i że region jest dla niego ważny. Jego biografia to potwierdza. Ale jednocześnie trudno nie zauważyć, że przez znaczną część ostatnich lat jego główna aktywność polityczna była związana z Warszawą i polityką ogólnopolską. To naturalna konsekwencja kariery. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy lokalny wyborca zaczyna porównywać go z kimś, kto przez cały ten czas był na miejscu. I właśnie tutaj Raczyński ma przewagę.

Borys może wrócić do Lubina. Raczyński nigdzie z Lubina nie wyjechał. To dwie zupełnie różne sytuacje polityczne. 2024 rok pokazał jeszcze jedną rzecz. Borys próbował wejść do Lubina szerokim frontem. Jego komitet skupiał kilka środowisk. KO. Polska 2050. PSL. Lewica. To miało pokazać, że jego kandydatura może być ponadpartyjna. Ale przeciwko niemu stanął człowiek, który sam jest właściwie lokalnym szyldem. Robert Raczyński nie potrzebował szerokiej koalicji. Wystarczyło mu własne nazwisko i własny komitet. To pokazuje różnicę między politykiem partyjnym a lokalnym liderem. Borys musi budować koalicję. Raczyński sam jest koalicją.

Czy Borys może jeszcze wygrać Lubin?
Tak. Ale wymagałoby to czegoś więcej niż kolejnej kampanii. Musiałby zmienić sposób funkcjonowania. Jeżeli będzie pojawiał się w Lubinie przede wszystkim jako poseł lub wiceminister, jego relacja z mieszkańcami pozostanie relacją polityka ogólnopolskiego z lokalnym elektoratem. Jeżeli natomiast chciałby kiedyś realnie przejąć miasto, musiałby przez kilka lat konsekwentnie budować lokalną obecność. Nie kilka miesięcy przed wyborami. Nie tylko podczas kampanii. Nie tylko przy okazji konferencji. Ale codziennie. Bo dokładnie to robi Raczyński.

I tutaj pojawia się jeszcze jeden problem - nowe pokolenie. Borys nie rywalizuje już wyłącznie z Raczyńskim. W Lubinie pojawiają się nowi samorządowcy. To zupełnie inny model polityków. Oni nie mają kariery Borysa. Nie byli europosłami. Nie byli ministrami. Nie mają kilkunastu lat doświadczenia. Ale bardzo mocno weszli w media społecznościowe. Budują własną rozpoznawalność. Pokazują codzienną działalność. Są obecni w lokalnym życiu. I robią to w czasie, kiedy wyborcy coraz częściej poznają polityków nie z telewizji czy gazet, ale z telefonu. To może mieć ogromne znaczenie w przyszłości. Bo Borys będzie musiał odpowiedzieć nie tylko na pytanie, jak rywalizować z Raczyńskim. Będzie musiał odpowiedzieć również na pytanie: czy jego polityczny model jest atrakcyjny dla kolejnego pokolenia mieszkańców Lubina?

Borys ma jednak jedną przewagę nad nowymi graczami.. Doświadczenie. To ogromny kapitał. Wie, jak działa samorząd. Wie, jak działa Sejm. Wie, jak działa rząd. Wie, jak działa Parlament Europejski. Ma kontakty. Ma rozpoznawalność. Ma zaplecze partyjne. I ma doświadczenie w prowadzeniu kampanii. Nie jest więc politykiem, którego można łatwo skreślić. Wręcz przeciwnie. Jeżeli kiedyś zdecyduje się ponownie postawić na Lubin, będzie jednym z najbardziej naturalnych kandydatów po stronie KO. Pytanie brzmi tylko: czy będzie chciał?

Borys może mieć jeszcze jedną drogę - model Kropiwnickiego

Jest jednak jeszcze jeden scenariusz, który w przypadku Piotra Borysa może okazać się znacznie ciekawszy niż kolejna próba bezpośredniego starcia z Robertem Raczyńskim. Borys nie musi sam walczyć o Lubin. Może spróbować zrobić coś, co w Legnicy przez lata budował Robert Kropiwnicki - stworzyć własne polityczne zaplecze. To zupełnie inny model działania. Kropiwnicki nie musi być prezydentem Legnicy, żeby mieć wpływ na Legnicę. Jego siłą jest sieć ludzi działających na różnych poziomach - Maciej Kupaj w mieście, Jarosław Rabczenko w samorządzie województwa, Aleksandra Krzeszewska jako przedstawicielka nowego pokolenia. To nie jest polityka jednego nazwiska. To polityka własnych ludzi. I właśnie taki model może być dla Borysa szczególnie interesujący. Zamiast „Borys kontra Raczyński” - „ludzie Borysa kontra ludzie Raczyńskiego”

Bezpośrednie starcie z Raczyńskim pokazało już, jak trudne jest przejęcie Lubina przez polityka, który większość swojej kariery spędził na poziomie wojewódzkim, europejskim i krajowym.
Borys może więc dojść do wniosku, że nie warto po raz kolejny stawiać wszystkiego na własną kandydaturę. Znacznie bardziej opłacalne może być budowanie zaplecza przez kilka lat. Radni. Samorządowcy. Ludzie w powiecie. Ludzie w gminach. Nowe twarze. Osoby, które nie będą kojarzone wyłącznie z Warszawą, ale przede wszystkim z codziennym życiem mieszkańców Lubina i Zagłębia Miedziowego. To właśnie tutaj pojawia się potencjalna różnica między dotychczasową działalnością Borysa a modelem Kropiwnickiego. Borys ma już coś, czego Kropiwnicki nie musiał budować od zera - ogromną rozpoznawalność i dostęp do krajowej polityki. Brakuje mu natomiast równie silnej, wielopoziomowej sieci lokalnych ludzi.

Borys jako polityczny patron. To mogłaby być dla niego zupełnie nowa rola. Nie tylko poseł. Nie tylko były kandydat na prezydenta Lubina. Nie tylko człowiek, który przed wyborami wraca do rodzinnego miasta. Ale polityczny patron całego środowiska samorządowego. Jeżeli w kolejnych latach pojawią się radni, którzy będą jednoznacznie kojarzeni z jego środowiskiem, kandydaci na burmistrzów i wójtów w okolicznych gminach, a w samym Lubinie powstanie grupa ludzi zdolnych do samodzielnego funkcjonowania, Borys może zacząć budować wpływ zupełnie innego rodzaju.

Wtedy nie będzie musiał pytać: „Czy mogę wygrać z Raczyńskim?”. Będzie mógł pytać: „Ilu ludzi mam po swojej stronie?”. To znacznie bardziej długoterminowa polityka.

Dodaj komentarz

Wyślij

Powiązane wpisy